Techdive
TechdiveMapa WitrynyKontakt
Newsletter
Moja pierwsza seta :) Drukuj Email
Wpisany przez Andrzej Gołka   
Sobota, 06 Czerwiec 2009 21:08

Każdy człowiek ma w życiu jakieś marzenia. Chciałem Wam opowiedzieć o swoim marzeniu i o tym jak wspaniale jest dążyć do tego, żeby to, o czym się marzyło, stało się rzeczywistością.

 Zaczęło się oczywiście wiele lat temu, gdy jako dziecko zakochany w filmach Coustou, przyprawiałem mamę o palpitację serca jak nie dawałem się wygonić z wody w czasie wakacji nad morzem, baraszkując w wodzie z radziecką maseczką i stalowa fajką do oddychania. Jakieś dwadzieścia lat później kolega tak barwnie opowiedział mi o swoich przygodach podwodnych, że od razu wyszukałem w Internecie najbliższy kurs i się zaczęło. Po roku nurkowań miałem na koncie wykonanych ponad 150 zanurzeń, zaliczone wszystkie kursy na wszystkie stopnie nurkowe i prowadziłem z dwójką wspólników bazę nurkową w Helu, organizując nurkowania na Bałtyku i Zatoce. Od trzech lat jestem instruktorem, prowadzę kursy, sam również cały czas się doszkalam. W styczniu w tym roku, ukończyłem trening nurkowania dekompresyjnego z trimixu. Tym samym spełniło się moje - w sumie nieuświadomione, pragnienie przekroczenia magicznej dla każdego nurka, głębokości 100 metrów. Głębokość zawsze traktowałem i traktuję z wielkim respektem i nigdy nie nurkowałem dla "wyniku", a coraz głębsze zanurzenia i coraz bardziej zaawansowane treningi i kursy wynikały bardziej z pragnienia poszerzania swoich umiejętności i wiedzy. Ale po tej setce przekonałem się, że w tych wynikach nurkowych, nie można oszukać - za wynikiem przemawia zawsze doświadczenie i rozsądek. Tu nie ma sterydów, przekupnych sędziów, a ci za których wynikami stała głupota, są na dnie do dziś . Brawura jest zawsze surowo karana przez wodę.
Każde nurkowanie głębiej poza limit nurkowania bezdekompresyjnego niestety nie jest rozsądne, ale po odpowiednim wyszkoleniu i zachowaniu procedur bezpieczeństwa jest pewne prawdopodobieństwo bezpieczeństwa.
O ile nurkowanie rekreacyjne, nie zakładając dekompresji, pozwala nam w każdej chwili pobytu pod wodą wynurzyć się na powierzchnie, to w nurkowaniu dekompresyjnym, technicznym, rozpościera się nad nami wirtualny sufit dekompresji, która źle wykonana albo pominięta może zabić nurka lub trwale okaleczyć. Dlatego nurkowanie techniczne jest uważane za sport ekstremalny, w odróżnieniu od nurkowania rekreacyjnego, które jest o wiele bezpieczniejsze.
Do Egiptu zawsze wyjeżdżam jesienią albo zimą. Wtedy jest tam najprzyjemniej, a duży kontrast w porównaniu z pogodą w kraju bardzo pozytywnie nastraja.
W styczniu wyjechałem z grupką znajomych, którzy zostali tydzień, ja zostałem tydzień dłużej. Pierwszy tydzień to praca - kursy, praca w charakterze przewodnika podwodnego i nie tylko. Dahab to moje ukochane miejsce na Ziemi, do którego wiernie wracam. Dla mnie to czakram, który przyciąga mnie nawet kilka razy w roku.
Dookoła Dahabu znajdują się piękne, tętniące życiem rafy, niepowtarzalne podwodne formacje skalne, jaskinie i kaniony. Uwielbiam rozmarzone i oszołomione pięknem podwodnego świata miny nurków, którzy byli tam po raz pierwszy. To dla mnie najlepsze wynagrodzenie.
Po tygodniowej pracy, kolejny tydzień poświęciłem już tylko sobie. Mój przyjaciel - Chochor, podczas naszych treningów był dla mnie okrutny. Pomimo, że sam mam spore obycie w wodzie, ale nurkowanie techniczne to zupełnie inna bajka. Ćwiczyliśmy postępowanie w sytuacjach awaryjnych, żeby moja reakcja była odruchem. Na dużej głębokości, nurek może liczyć jedynie na siebie samego. Pomimo, że często jest obok partner, zakłada się radzenie sobie samemu. To brutalne, ale każdy kto to robi - godzi się na to. Krąży takie powiedzenie, że "liczenie na pomoc partnera w nurkowaniu technicznym to umieranie w towarzystwie". Dlatego szkolenia nie są dla wszystkich a poprzeczkę ustawia się bardzo wysoko. Trening opierał się na ćwiczeniu odruchów i to wszystko w toni na głębokości 9 metrów, postępowanie w przypadku awarii automatu oddechowego, kamizelki wypornościowej, z maską, bez maski, w zalepionej masce, gdzie nic nie widać itp. Czyli wszystko co najgorsze może się przytrafić i co jest do przećwiczenia.
Następnie były głębokie nurkowania, podczas których oddychaliśmy zwykłym powietrzem. Na głębokościach do 60 metrów powtarzaliśmy ćwiczenia postępowania w sytuacjach awaryjnych. To było o tyle trudniejsze, że robiliśmy to na dość dużej głębokości, a im głębiej tym bardziej azocik naprawdę nieźle kręci. Ale niestety, takie są standardy treningu i trzeba się nauczyć działania i samo kontroli w najtrudniejszych warunkach. Aby zmniejszyć narkotyczne działanie powietrza na dużych głębokościach, używa się trimiksu, czyli mieszaniny trzech gazów, gdzie zmniejsza się zawartość tlenu i azotu zastępując to helem. Tlen, również przy wysokich ciśnieniach jest toksyczny i dlatego ogranicza się jego skład w mieszaninach, którymi się oddycha na dużych głębokościach (to dla nie wtajemniczonych). Kolejne nasze nurkowania to było zejście na 85 metrów już z użyciem trimiksu. To było wspaniałe nurkowanie. To nurkowanie jak i pozostałe wykonywaliśmy w jednym z najpiękniejszych miejsc nurkowych na świecie w Blue Hole pod Archem. To ulubione miejsce dla przepięknej ławicy 2 metrowych tuńczyków, które majestatycznie krążą w błękitnej toni. Ich połyskujące srebrem ciała podziwiałem przez 10 minut. Taki był planowany czas pobytu na głębokości. Później procedura wynurzania. Trzeba znaleźć się dokładnie na danej głębokości w zaplanowanym czasie. Aby skrócić dekompresję, zmniejszając głębokość, zmieniamy gazy, którymi oddychamy na takie, w których są coraz bogatsze w tlen. Wynurzenie z dekompresją zajmuje nam ponad 60 minut. Po tym nurkowaniu czuję się rewelacyjnie. Następnego dnia była zaplanowana setka. Więc dobry posiłek i spać.
Nie ukrywam, że przygotowanie do pierwszego w życiu nurkowania na 100m było dla mnie dużym przeżyciem. Tym bardziej, że zauważyłem też zupełnie inne podejście chłopaków z bazy do naszych przygotowań. Wszyscy z większą starannością traktowali nas i nasz sprzęt. Dwoje kolegów, którzy zapewniali nam support z powierzchni i na głębokości 35 metrów czekali na nas, również podchodzili do tego bardzo poważnie. A poklepywanie mnie po ramieniu i mówienie "powodzenia" wcale nie dodawało mi animuszu. A wręcz przeciwnie. Dotychczas nurkowania to była już dla mnie rutyna i lepiej mi było pod wodą niż nad. Teraz poczułem się jakbym to robił pierwszy raz. Zdałem sobie sprawę, że właśnie zaliczam jakiś etap w życiu. Jak to, śmiejąc się, mówili miejscowi wyjadacze - "oddzielamy mężczyzn od chłopców".
Ok., jesteśmy na miejscu. Tu nikt nikogo nie pogania. Ja i Marcin spokojnie, niemal z namaszczeniem składamy swój sprzęt. Tu nie ma miejsca na błąd, czy pomyłkę. Nie ma sława prawie. Wszystko musi być na 100%. Pomimo, że Marcin to stary wyjadacz tematu i setek to ma pewnie ponad setkę, mimo wszystko, widzę z jaką uwagą podchodzi do tematu. Po kilkudziesięciu minutach sprzęt był złożony. Chwila odpoczynku w cieniu, dokładne omówienie i wbijamy się w skafandry. Bulte na plecy. W wodzie, koledzy podają nam trzy butle boczne. Tak załadowani odpływamy troszkę od ściany sygnał ok., i powoli w dół. Do 20 metra, 1 metr po zanurzeniu robimy tzw buble check, czyli wzrokową kontrolę sprzętu partnera, czy nic nie bąbelkuje i czy wszystko jest na swoim miejscu. W dół. Na 20 metrze dajemy sobie znak ok. Wszystko gra. Zmieniamy gaz oddechowy na trimiks głęboki. Gdybyśmy zaczęli oddychać nim od powierzchni było by ryzyko niedotlenienia i utraty przytomności, choć niewielnie, ale nie ma co kozaczyć. Zawartość tlenu w tym gazie była na poziomie 12% i dopiero przy większym ciśnieniu otocznia można takim gazem bezpiecznie oddychać. Żeby kontrolować zanurzanie i nie opaść za szybko, co chwilę dodaję powietrza do skafandra i kamizelki wypornościowej. Patrzę na komputery, 50 metrów, jeszcze drugie tyle. Jesteśmy przy Archu. Opadając wślizgujemy się pod Arcza. Kontrola przyrządów 65m, 70m, 75m. Zerknąłem na górę, majestetyczy łuk już tylko majaczył swoim zarysem. Przejrzystość wody była jak na Egipt niezbyt dobra. Około 20 metrów, a głębiej spadła do około 12m. 85m - zaczynam stale pompować i kamizelkę i skafander, żeby nie przelecieć i zatrzymać się na planowanej głębokości, ale wciąż lecę w dół. Na 90 metrach czuję jak woda wlewa się strumyczkiem do rękawa w moim suchym skafandrze. No tak, jak ma się coś zepsuć to się zepsuje w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Patrzę na komputer, zwalniam - 98m, 99m, 100.1m. Ok., mamy jeszcze 2 minuty na tej głębokości. Kupa czasu, kontakt z Marcinem, kontrola ilości powietrz, i metr po metrze do góry. Na 95 metrach sygnalizuję (zgodnie z procedurą) 1 minutę do wynurzenia. Dokładnie w 9 minucie nurkowania dajemy sobie sygnał do wynurzenia na 66 metrów. Jesteśmy tam dokładnie w 12 minucie. Po drodze przygotowaliśmy się do zmiany gazu na oddychanie trimiksem tzw podróżnym o zawartości 20% tlenu i 20%helu. Dalej, kolejne, dwu minutowe przystanki.
Na 36 metrach dopływają do nas nasz support - Cegła i Junior. Jak to dobrze wiedzieć, że ktoś czeka. Dajemy sobie ok., na znak, że wszystko obyło się bez problemów. Chłopcy zostają już obok nas prawie do końca dekompresji, mają dla nas zapasowe gazy i służą pomocą, gdyby coś się stało.
Na 21 metrach zaczynamy oddychać gazem o 50% zawartości tlenu, później na 6 metrach oddychamy już czystym tlenem. Po 74 minutach powolutku przygotowujemy się do wynurzenia z 3 metrów do powierzchni - zasada 1metr 1 minuta. Chłopcy, już na nas czekają, żeby zdjąć z nas sprzęt. Każdy wysiłek po tego typu nurkowaniu, może spowodować chorobę dekompresyjną. Jeszcze przez chwilę oddychamy na powierzchni tlenem. I już po wszystkim. Zrobiłem to. Aż sam nie mogłem w to uwierzyć. A czas minął na deko błyskawicznie. Wieczorem impreza, ekipa odśpiewała mi zamiast sto lat - "sto metrów niech żyje, żyje nam.." No i walenie płetwą po tyłku od wyjadaczy tematu, a było ich tam trochę.
Ludzie, zwykle po setce, albo nie mają zamiaru tego pogłębiać, albo o niczym innym nie myślą. Ja, już nie mogę się doczekać kolejnego wyjazdu. Niestety poważnie ogranicza kasa. Gazy są bardzo drogie. Jedno nurkowanie trimiksowe to wydatek około 150 euro, a tego typu nurkowania to seria kilku nurkowań. Ale wierzcie mi, że warto. Jak kiedyś ktoś powiedział - "To jest taki nasz Everest tylko odwrócony do góry nogami".

Dziękuję Chochorkowi, Juniorkowi i Cegle.
 

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Nasze foto

okiem_cegly_13_20090624_1786319983.jpg
Czy lubisz glęboko nurkować?
 

ekologia

news

Kursy

1Marcin Chochorowski - Chochor
Kursy nurkowania technicznego:

 

Chochor wyszkoli Cię na podstawie własnej wiedzy, doświadczeń w oparciu o standardy TDI. Chochor jest jednym z najgłębiej nurkujących Polaków, więc wie co robi.
Zapisy i info:
chochor@techdive.pl lub telefoniczne +48503353348 .
Kursy trimixowe są organizowane - w trybie indywidualnym.

Wywiad z Chochorem w Radio PIN

- Blog Chochora -  Życie instruktora

- Blog Golasa - Życie w Ukrainie

Wyjazdy

Rozpoczęliśmy współpracę z CN Nautica w Wawie, gdzie Chochor jest odpowiedzaolny za część związaną z nurkowaniem technicznym.

toplogo

Reklama

Nasz kalendarz

<<  Lipiec 2010  >>
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
     1  2  3  4
  5  6  8  91011
121315161718
192022232425
2627293031 

Wyszukiwarka

Logowanie



We have 18 guests and 0 members online
No users online.
All rights reserved © Copyright www.techdive.pl
Wszelkie prawa do publikowania, prezentowania, innego wykorzystywania materiałów i zdjęć zastrzeżone. W sprawie wykorzystania informacji i zdjęć wymagany jest kontakt - info@techdive.pl
For questions about this website or photos, please email info@techdive.pl