| Na tropie wieloryba |
|
|
|
| Wpisany przez Ulak |
| Poniedziałek, 10 Sierpień 2009 16:39 |
![]() Przeszło rok temu przechodząc przez korytarz mojej uczelni zobaczyłam na ścianie ogłoszenie, ze zdjęciem, które jak magnes przyciągnęło moją uwagę. Na zdjęciu widniała ociekająca wodą płetwa jakiegoś wielkiego walenia. Za nim, na horyzoncie, rozciągał się górzysty ląd. Ogłoszenie brzmiało następująco: „Poszukiwani obserwatorzy ssaków morskich na Zatoce Meksykańskiej...”
O wszyscy świeci! – pomyślałam - Robota dla mnie, jak nic! Tu muszę zrobić wprowadzenie dla niewtajemniczonego czytelnika. Pochodzę z centralnej Polski i jako jedna z nielicznych przez ostatnie lata dojeżdżałam na studia w odwrotnym kierunku niż wszyscy – czyli z Warszawy do Gdyni gdzie mieści się Wydział Oceanografii Uniwersytety Gdańskiego. Odkąd po raz pierwszy zanurkowałam poczułam, że podwodny świat interesuje mnie bardziej niż cokolwiek na powierzchni i że właśnie to chcę w życiu robić. Od razu spisałam adres mailowy z ogłoszenia i czym prędzej odpowiedziałam na nie. Po kilku dniach przyszła odpowiedź, która przyprawiła mnie o palpitacje serca – czyli to wszystko prawda. Poszukują ludzi do pracy na Zatoce Meksykańskiej i z moimi kwalifikacjami nadaję się! Wspaniale! Ale... na razie mają komplet pracowników – dopiero na przyszły rok... Hmmm.. Trudno. Poprzeżywałam kilka dni a potem sprawa poszła w niepamięć. Zdążyłam skończyć studia, obronić swoją ukochaną prace magisterską o wrakach Bałtyku. Zaczęłam rozglądać się ze „poważną” pracą. Jak wiadomo, po ochronie środowiska i oceanografii nie jest łatwo znaleźć pracę w naszym kraju. Ale jak to mówią, szukajcie a znajdziecie, dostałam prace w laboratorium w Holandii... Zapowiadało się nie najgorzej – Holandia to bardzo piękny kraj, czemu by tam trochę nie pomieszkać. Właśnie pakowałam walizki, gdy dostałam maila z zaproszeniem na pierwsze szkolenie O WALENIACH! Nie mogłam w to uwierzyć! Sprawy potoczyły się bardzo szybko. Pierwsze było szkolenie w Warszawie dotyczące samej pracy na statku i rozpoznawania waleni. Potem kurs w Gdyni na Akademii Morskiej – Indywidualne Techniki Ratownicze (Basic Safety Training) - gdzie próbowali chyba nas przestraszyć, mówiąc o niebezpieczeństwach czyhających na biednych marynarzy, wypadkach, współczesnych piratach, zatonięciach, pożarach...oj było tego trochę! Dodatkowo zajęcia na basenie gdzie uczyliśmy się ewakuacji ze statku, skoków z burty - atrapy, skoków na „śledzia” na tratwę, omawialiśmy scenariusze jak przetrwać na morzu czekając na pomoc, jak udzielić innym pomocy – wszystko to niezwykle ciekawe i nowe dla przeciętnego człowieka. Kolejnym etapem szkolenia, już ostatnim, ale i niezbędnym, był kurs Helicopter Underwater Egress Training, który miał nauczyć nas i przygotować na wypadek gdyby helikopter, którym mamy być transportowani na i ze statku badawczego, wpadł do wody. Co robić, jak uwolnić się z pasów, gdzie szukać wyjścia po omacku w zalanym wodą helikopterze. Dowiedziałam się, że co roku zdarza się średnio 10 tego typu wypadków na samej Zatoce Meksykańskiej. Można się domyśleć, że ten kurs robił na mnie największe wrażenie. Na dodatek wysłano mnie na niego do miejscowości Lafayette, w Luizjanie, w USA – czyli daleko od domu i wszystko z angielskojęzycznymi wykładowcami. W końcu zostałam wyszkolona i mogłam wreszcie zacząć moją wymarzoną pracę! Zatoka Meksykańska stanowi zachodnią część Oceanu Atlantyckiego i jest otoczona lądem Ameryki Północnej. Jest to obszar o powierzchni 1,6 mln km2 leżącym między półwyspem Jukatan należącym do Meksyku i Florydą należącą...no wiadomo, USA. Pomiędzy tymi półwyspami wyspa Kuba, która „oddziela” wody oceanu od Morza Karaibskiego. Duży wpływ na różnorodność biologiczną tego obszaru maja występujące tu, aż trzy, prądy morskie. Tu właśnie bierze początek Golfstrom pędzący aż do Morza Arktycznego i południowo zachodnich wybrzeży Europy. Prądy morskie wpływają na temperaturę wody, która waha się od 4o do 27oC, dostarczając wody bogate w substancje odżywcze i plankton. W tym rejonie zaobserwowano aż 28 gatunków Cetacean, do których należą największe zwierzęta żyjące na naszej planecie jak Płetwale Błękitne, Kaszaloty, Finwale, Seiwale czy Humpbaki... Podróż z polski trwała ponad 20 godzin. Z lotniska Fryderyka Chopina w Warszawie przez Frankfurt i Waszyngton do Nowego Orleanu. Z Nowego Orleanu na statek znajdujący się w północno zachodniej części Zatoki Meksykańskiej dostaliśmy się już helikopterem. Na początku lecieliśmy nad rzeką Missisippi, której koryto jest dosyć rozległe a woda koloru kawy z mlekiem. Ta właśnie „kawa” zabarwia wody zatoki jeszcze daleko poza granicami lądu. Helikopter leciał poniżej linii chmur co robi niezwykłe wrażenie. Pod nami zatoka, gdzie niegdzie kawałki lądu, statki i coraz więcej platform wiertniczych. Nad nami sufit z obłoków i niezwykle hałaśliwe śmigło - dlatego całą drogę mieliśmy na uszach słuchawki. Statek, na którym pracuję ma na pokładzie lądowisko. Helikopter delikatnie siada na „helidecku” i już za chwilę melduję się na mostku i od razu zaczynam pracę. Obserwacje prowadzi się od wschodu do zachodu słońca. Naszym celem i najważniejszym do zbadania gatunkiem są kaszaloty. Wbrew moim oczekiwaniom, po przeczytaniu podręcznika z widzianymi na Zatoce Meksykańskiej gatunkami waleni, nie spotykamy ich zbyt często. Przez 5 tygodni głównie obserwujemy duże gromadki delfinów butlonosych. Codziennie piszemy raporty, które dwa razy w miesiącu przesyłane są do centrali naszej firmy działającej na zlecenie Mineral Management Services. W przypadku zaobserwowania kaszalota w bliskiej odległości naszego statku, prace zostaję wstrzymane (takie są procedury), a my w ciągu następnej doby musimy przygotować specjalny raport z takiego „widzenia”. Robimy też zdjęcia, które stanowią dodatkową dokumentację. Niestety nie widać na nich zbyt wiele. Kaszalota, jeśli jest daleko, można pomylić na przykład z kłodą drewna. Powierzchnia jego grzbietu jest pofałdowana i przypomina korę. Najłatwiej rozpoznać go po fontannie wody, którą po wynurzeniu wyrzuca w powietrze pod kątem 45 st – jest to specyficzne właśnie dla tego jednego gatunku. Zdarzają się jednak dni kiedy nie dzieje się nic. Cały długi dzień – nic! Pozostaje cieszyć się widokiem wschodów i zachodów słońca, które czasem zapierają dech w piersiach. Cudowne kolory i gra światła, nie do opisana słowami. Tak właśnie wygląda moja praca. Dzień zaczynam od wypicia kawy o wschodzie słońca na mostku. I czekam. Co się dziś pojawi? Kaszaloty osiągają wagę do 45 ton, a długość ciała do 20m. Potrafią zanurzyć się pod powierzchnię na ponad godzinę i nurkując na głębokości 3000 m polować na wielkie, kilkunastometrowe głowonogi. Ich sposób życia wciąż pozostaje tajemnicą – wciąż wiemy o nich tak mało. Cieszy mnie, że przykładam się do ich ochrony i zgłębiania wiedzy o ich sposobie życia. Tak naprawdę kaszaloty to temat na kolejny artykuł. To jak wygląda życie na małej powierzchni jaką jest statek, na dodatek z wielonarodowościowa załogą to też już zupełnie inna historia. Natomiast przekonałam się na własnej skórze, że warto uważać na kursach o zasadach bezpieczeństwa na morzu – nigdy nie wiadomo co i kiedy może nam się przydać. Pod koniec rejsu, w okolicy naszego statku zdarzył się wypadek. Z ogromnego tankowca wypadł przez burtę jeden z marynarzy. Taka jednostka, długości około 250 m nie jest w stanie tak po prostu zatrzymać się. Potrzebuje na to aż 1,5 mili. Jakie są szanse na przetrwanie człowieka, który uderza w powierzchnię wody z wysokości ponad 10 m czekającego na pomoc na wzburzonym morzu, w najlepszym wypadku kilka godzin? Pomimo zaawansowanych poszukiwań, nie odnaleziono go. Zakładam, że moja praca nie wszystkich zachwyci, ale - mi się podoba. Na zdjęciu zamieszczonym w ogłoszeniu sprzed roku była płetwa ogonowa humpbaka na Alasce... Hmmm... Alaska? Tam mnie jeszcze nie było! Ahoj! Artykuł opublikowany w miesięczniku "H2O" w kwietniu 2008. |
| national-geographic.pl |
| national-geographic.pl |
|

Marcin Chochorowski - Chochor
Kursy nurkowania technicznego:
Chochor wyszkoli Cię na podstawie własnej wiedzy, doświadczeń w oparciu o standardy TDI. Chochor jest jednym z najgłębiej nurkujących Polaków, więc wie co robi.
Zapisy i info:
chochor@techdive.pl lub telefoniczne +
Kursy trimixowe są organizowane - w trybie indywidualnym.
Wywiad z Chochorem w Radio PIN
Rozpoczęliśmy współpracę z CN Nautica w Wawie, gdzie Chochor jest odpowiedzaolny za część związaną z nurkowaniem technicznym.
| DIVE - Latest News |
![]() |
|