|
Zdarza się to coraz częściej, a przyczyna wciąż nie jest znana. Ssaki morskie, wielkie walenie, ale i te mniejsze jak delfiny, "grzęzną" na plażach z niewyjaśnionych przyczyn. Bez pomocy człowieka jest to dla nich równe z rychłą śmiercią.
Od dawna interesowało mnie to zagadnienie, ale ostatnie wydarzenia na australijskiej plaży, gdzie odnaleziono około 200 osobników pilot whales i delfinów butlonosych uwięzionych kilka metrów od powierzchni wody, skłoniły mnie aby i z wami podzielić się swoją wiedzą i refleksjami na ten temat. Co jest przyczyną tych masowych, ale i pojedynczych, odnotowywanych coraz częściej, przypadków odnajdywania tych pięknych zwierząt morskich na plażach, gdzie są zupełnie bezbronne i skazane na zagładę? Jak to powstrzymać, jak je ratować? Nad tym zastanawiają się naukowcy całego świata. Największe żyjące obecnie na naszej planecie zwierzęta to ssaki morskie, do których należą między innymi kaszaloty, sei whale, fin whale i inne. Najmniejsze ważą kilka ton. Największy jest Płetwal Błękitny, którego ciało osiąga długość 30 - 31 m i masę do 200 ton. Trudno pojąć, że około 50 milionów lat temu jego przodek, ważący zaledwie jakieś 50 kilogramów, pradziadek również obecnych parzystnokopytnych, przypominał jelonka i wiódł żywot zwierzęcia lądowego polując nad brzegiem wód. Istnieje wiele teorii jak zaczął przystosowywać się do życia w wodzie, czy to kryjąc się przed drapieżnikami, czy szukając w wodzie bardziej smakowitego pożywienia. Z biegiem czasu stawał się coraz bardziej zwierzęciem wodnym niż lądowym. Ewolucja oczywiście postępowała powoli. Jego ciało przystosowywało się do coraz sprawniejszego poruszania się w wodzie, polowania, przebywania coraz dłużej pod powierzchnią i na większych głębokościach opierając się ogromnemu ciśnieniu tam panującemu. Wielkość i kształt ciała zmienił się zupełnie. Nastąpiło przeobrażenie szkieletu. W wodzie ich ciała mogły stać się znacznie większe.W tym środowisku duże zwierzęta mogą swobodnie się poruszać. Wykształciły się płetwy, zmienił kształt czaszki a pierwotne nozdrza przewędrowały na "czubek" głowy, aby łatwiej zaczerpnąć powietrza na powierzchni bez wynurzania kilkutonowej głowy, która u kaszalotów (ciało dorosłego samca dochodzi do 20 m) stanowi 1/3 długości ciała. Taki, na przykład, kaszalot, jest znakomitym freediverem - może wstrzymać oddech na około dwie godziny, schodząc pod wodę na trzy tysiące metrów i w tych głębinach polować. Przeobrażenie ich ciał do tak kolosalnych rozmiarów możliwe było tylko w środowisku wodnym. Żaden z obecnych wielkich waleni nie przetrwałby na lądzie, nie mógłby się poruszać, nie znalazł pożywienia, a jego własna, ogromna masa ciała, zgniotłaby jego organy wewnętrzne prowadząc do śmierci. Lata wielorybnictwa bardzo zmniejszyły populację najwiekszych waleni i doprowadzono do zagrożenia wyginięciem niektórych gatunków. Erę wielorybnictwa mamy już za sobą, chodź Japończycy i Norwegowie wciąż nie zauważają okrucieństwa tego porcederu. Teraz pojawiło się nowe, zagadkowe zagrożenie. Czy jest coś w głębinach co sprawia, że te wielkie zwierzęta wpływają na ląd? W przeszłości wielokrotnie odnotowywano odnalezienie pojedyńczych osobników ssaków morskich na plażach. W takich sytaucjach można przypuszczać, że były to osobniki stare i może chciały umrzeć na ladzie, w końcu to zwierzęta związane z "powierzchnią", oddychające tym samym powietrzem co my, ludzie i pozostałe zwierzęta lądowe. Nad tym zagadnieniem nie ma się zatem sensu dalej rozwodzić. W przypadku mniejszych ssaków morskich mogła to być też ucieczka przed większym, polującym na nie zwierzęciem.
Kolejną przyczyną może być ukształtowanie dna morskiego i stok kontynentalny opadający pod małym kątem. Wieloryby i delfiny porozumiewają się za pomocą echolokacji. Wielkie walenie podróżujące po wodach wszystkich oceanów nie żyją w dużych stadach jak np. delfiny. Jeśli chcą się porozumieć między sobą muszą wyslać "wiadomość" w postaci niskich dźwięków rozchodzących się na odległość setek kilometrów. Jak zbadano, Płetwal Błękitny wysyła falę o częstotliwości 190 decybeli, która może docierać na odległość 800 km. Delfiny żyjące w stadach wysyłają dźwięki o wysokiej częstotliwości i znacznie krótszej fali, gdyż zazwyczaj grupa trzyma się w niedużych od siebie odległościach. W obu przypadkach wysyłane fale działają jak sonar, odbite wracają i dają "nadawcom" informację o otaczającym ich ukształtowaniu terenu, ewentualnych przeszkodach i znajdujących się pod powierzchnią obiektach. Jeżeli stok kontynentalny opada pod małym kątem, wówczas fala odbita nie wraca do "nadawcy" dając mu tym samym błędną informację, iż ma przed sobą nieskończenie dużą przestrzeń gdzie może swobobnie wpłynąć. Tak "zmylone" zwierzę lub całe stado może pomyłkowo wpłynąć na płycizny i tam nie znaleźć możliwości powrotu na głębszą wodę. Wymienione przyczyny utknięcia zwierząt na plażach są "pochodzenia naturalnego", na które człowiek nie ma wpływu. Ponieważ odnotowuje się coraz więcej przypadków waleni na plażach winy należy szukać w działalności człowieka. Takimi antropogenicznymi przyczynami są zanieczyszczenia wód i emisja dźwieków o różnych częstotliwościach i natężeniu, która w obecnych czasach jest niewyobrażalnie duża w środowisku wodnym powodowana przez statki, okręty podwodne i ich urządzenia śledzące, co dzieje się pod wodą wszystkich oceanów. Dodajmy do tego badania sejsmiczne, prace podwodne i wydobywanie minerałów z dna morskiego. Jeden z naukowców porównał wpływ podwodnego hałasu na zwierzęta morskie do tego jaki ma smog dla organizmów żyjących na lądzie. W marcu 2001 roku na wyspach Bahama odnotowano 16 przypadków utknięcia waleni na tamtejszych plażach. Pomimo zorganiowane akcji ratunkowej, sześciu osobników nie udało się odratować. Na prośbę tamtejszego rządu przysłano na wyspy biologów morskich, którzy dokonali badań na poległych osobnikach. Wyniki dały informacje o uszkodzeniach mózgu i kości ucha tych zwierząt. Dokładnie w rok po zdarzeniu okazało się, że US Navy wykonywała w tym czasie testy transmisji sonarowej. Okazało się też, że US Navy posiada cztery jednostki wyposarzone w podobne sonary mogące mointorować 80% powierzchni wszystkich oceanów. Szkody z 2001 roku wyniknęły z rodzaju fali jaka była wówczas testowana. Emitowany hałas był podobny do tego jaki powoduje wystrzał rakiety, a znajdujące się w rejonie jej działania ssaki zostały porażone tym dźwiękiem. Propozycją US Navy było zastosowanie obserwatorów i urządzeń wykrywających ssaki morskie w promieniu kilometrów od działającego sonaru oraz rozproszenie dźwieku aby nie przekraczał 180 decybeli, postawionych przez naukowców jako górną granicę emitowanego w środowisku morskim dźwięku. W taki sposób badania sonarowe mogły by "dołączyć" do pozostałego podwodnego "hałasu" emitowanego przez silniki statków przemysłowych, wystrzały z airgunów (pistoletów powietrznych) stosowane w poszukiwaniu gazu i ropy naftowej oraz coraz powszechniej wykorzystywanych sonarowych impulsów. Naukowcy podejrzewają, że takie podwodne impulsy ogłuszają te zwierzęta, które przestraszone w szoku zaczynają uciekać i nie umyślnie mogą wpłynąć na płytsze wody, które stanowią dla nich jeszcze większą pułapkę. Na zdolności orientacji w terenie mają też wpływ choroby powodowane zanieczyszczeniami zdeponowanymi w morzach i oceanach. Jeżeli na plażę trafia kilka gatunków ssaków morskich można zakładać, że wywołała to choroba wynikająca najprawdopodobniej ze źródeł pochodzenia antropogenicznego (czyli powodowanych przez człowieka) - źródeł zanieczyszczeń powodujących jakiś wspólny rodzaj upośledzenia. Bezpośredni wpływ zdeponowanych w oceanach odpadów to uwikłanie w narzędzia połowowe takie jak sieci, które prowadzi do śmierci przez brak możliwości wypłynięcia na powierzchnię i zaczerpnięcia oddechu. Co zatem można zrobić aby zapobiec "wychodzeniu" tych zwierząt na ląd? Cóż, przede wszystkim należy ograniczyć podwodny hałas, co już jest realizowane przez szereg międzynarodowych ustaleń o emisji podwodnych dźwięków. Należało by ograniczyć zanieczyszczenia doprowadzane do wód oceanicznych, które niewątpliwie mają fatalny wpływ na wszystkie organizmy morskie. Ratunek zwierząt, które "utknęły" na plażach aby powrócić do wody powinno być ostatnim rodzajem pomocy, gdyż najlepiej aby nigdy na nią nie trafiały.
Ulak
|