| Jaskinie Florydy, niezapomniane wrażenia i nurkowanka |
|
|
| Wpisany przez Piotr Dybikowski |
| Poniedziałek, 06 Lipiec 2009 16:45 |
|
Po listopadowym powrocie z Krzyśkiem Bazylczykiem z nurkowań jaskiniowych na Florydzie wiedziałem, że pewnie tam wrócę. Nie wiedziałem tylko jeszcze, kiedy..
Robert Klein, który wykonał już ponad 350 nurkowań jaskiniowych i przetarł wszystkie szlaki, nawiązał dużo wcześniej odpowiednie kontakty, które umożliwiają - po spełnieniu odpowiednich kryteriów - nurkowania w jaskiniach uważanych za jedne z najpiękniejszych i najtrudniejszych na świecie. Cała ta historia rozpoczęła się od tego, że Robert chciał zanurkować w jaskini DIE POLDER i w tym celu napisał do Billa Hogartha Main – chyba najsławniejszego po Shecku Exley`u nurku jaskiniowym na świecie. Ten z kolei odpisał, że generalnie w tym czasie jest bardzo zajęty, ale skierował go do Alexa Warrena (www.alex-warren.com), który odkrył i eksplorował wiele tamtejszych jaskiń w południowej Florydzie.
Polski emigrant Jakże ogromne było jego zdziwienie, gdy w słuchawce usłyszał wprawdzie z amerykańskim akcentem, ale polski język. Alex okazał się polskim emigrantem, który 27 lat temu wyjechał do Stanów i którego pasją jest odkrywanie i eksploracja nowych jaskiń. Niestety, jak się okazało, żeby móc zanurkować w niektórych miejscach, wymagany jest tylko i wyłącznie certyfikat organizacji NACD (National Asociation for Cave Diving) i konieczność nurkowania z odpowiednim „opiekunem jaskini”. Do innych jaskiń można zostać wpuszczonym dopiero po wcześniejszych nurkowaniach w określonych przez NACD innych jaskiniach o trochę mniejszym stopniu trudności. Mniejszy stopień trudności nie oznacza tutaj w żaden sposób łatwego i prostego nurkowania… Ze względu na bardzo duży nacisk na bezpieczeństwo, tak przyjęty sposób ogranicza ryzyko i przy zachowaniu szczególnej ostrożności daje bardzo duże prawdopodobieństwo wykonania w tych miejscach bezpiecznego nurkowania. Przeciskanie się przez ciasną restrykcję na głębokości 90 m nie musi chyba nikogo przekonywać co do słuszności przyjęcia takiej procedury.
Każdy znajdzie coś dla siebie Ktoś może się zapytać, po co to w ogóle robić? Odpowiedź jest bardzo prosta - to co można dostać w zamian za trud włożony w przygotowanie, oddaje z nawiązką włożoną pracę. W zasadzie nie znam nikogo, kto raz zanurkował w jaskiniach i nie chciałby tego zrobić ponownie. I podobnie jak w innych typach nurkowań. Ot, choćby wrakowych, każdy, kto je lubi, znajdzie tu coś dla siebie. Nie trzeba koniecznie nurkować bardzo głęboko, że móc podziwiać wraki i nie trzeba nurkować w jaskiniach o bardzo dużym stopniu trudności, aby móc je podziwiać. Taki mniej więcej podział jest na Florydzie. Na północy mamy do czynienia w większości z jaskiniami dość prostym o wysokiej przejrzystości wody i o bardzo łatwym dostępie, w miarę krótkimi tunelami, po przepłynięciu których można się zawsze wynurzyć na powierzchnię np. w innym miejscu. Są to bardzo często nurkowania bezdekompresyjne na głębokościach nie przekraczających 60 stóp czyli 20m. Na południu Florydy, bliżej Tampy z kolei większość z nich wymaga odbycia koniecznej dekompresji, część z nich jest dostępna tylko dla nurków z uprawnieniami trimiksowymi ze względu na głębokość ponad 50 m oraz pokonywania ciasnych restrykcji, ale pozwalające w zamian na podziwianie ogromnych komnat o niesamowitej wręcz przejrzystości wody dochodzącej blisko 100 m!. Niestety jest to często okupione koniecznością pokonania niezbyt przyjemnych odcinków jaskiń, o których pisałem wcześniej. Ponieważ wcześniej nurkowałem już w jaskiniach francuskich i w listopadzie na północy Florydy postanowiłem udać się do Alexa do Tampy i zobaczyć czy takie nurkowania będą w moim zasięgu i czy jestem w stanie je zrealizować. Robert powiedział mi tylko, że czeka mnie przygoda życia.
Ląduję w Tampie 20 maja wieczorem wylądowałem w Tampie z półtoragodzinnym godzinnym opóźnieniem z Waszyngtonu. Alex odebrał mnie z lotniska swoim samochodem i pojechaliśmy do jego domu, gdzie przez cały pobyt mogłem mieszkać. Udało mi się zaplanować wyjazd idealnie: na 10 dni pobytu 9 dni nurkowych! Wieczorem pogadaliśmy trochę o tym, co chciałbym zrobić i jakie są na to szanse. Wiedziałem, ze dopóki nie zrobimy pierwszego nurka razem, wszystko dalej to wielka niewiadoma i nie określimy dostępności jaskiń dla mnie. 21 rano po śniadaniu pojechaliśmy do jego firmy rozpakować i sklarować mój sprzęt na pierwsze nurkowanie. Jak zobaczyłem hangar i sprzęt od razu było widać że Alex wykonuje naprawdę poważne eksploracje jaskiń i jest do tego profesjonalnie przygotowany. Rampa z 12 butli helowych i tylu tlenowych oraz 8 twinsetów każdy 2x18 litrów bitych do 260 bar. Ze dwadzieścia 11-litrowych stejdżów, kilka skuterów i masa całego innego sprzętu przerasta niejedno Centrum Nurkowe. Został zresztą od niedawna dystrybutorem na USA sprzętu nurkowego produkowanego przez Tomka Stachurę czyli firmę SANTI.
Krótkie omówienie układu jaskini zapakowanie sprzętu i wyjazd do pierwszej jaskini. Pierwsze dwa nurkowania mieliśmy odbyć w zespole jaskiń Waynes World (ulubionym jak się pod koniec wyjazdu wydało przez Alexa), które dogłębnie eksplorował. Jest to o ile się nie mylę druga najdłuższa po Wakuli sieć jaskiń mierząca blisko 11 000 stóp czyli blisko 4 km o średniej głębokości ponad 30m. Na dzień dobry zabieramy dodatkowo dwa steage – jeden z tlenem do dekompresji, a drugi tzw. safty, z którym zawsze będę musiał od tej pory pływać, niezależnie od tego ile gazu będziemy zabierać pod wodę. Wiem, że to będzie nurkowanie, od którego dużo będzie zależało, więc staram się wypaść dobrze tak, żeby niczego nie spartolić. Zanurzamy się i widzę, że to coś zupełnie innego niż pływałem do tej pory. Widoczność dość dobra, ale każde złe kopnięcie płetw powoduje tuman kurzu. Tlen zostawiamy na 9 m na początku opustówki (w jaskiniach nigdy nie zabieramy ze sobą gazu, którego nie używamy, bo i tak musimy wrócić tą samą drogą) i ruszamy w prawy korytarz. Robimy rundę przez godzinę i wracamy w to samo miejsce. Średnia głębokość nurkowania może z 30 m - wypada bardzo krótka, 10-minutowa dekompresja.
Po wyjściu z wody jedziemy na lancz, a potem drugiego nurka. Drugie nurkowanie trwa już ponad 2 godziny z dekompresją na tlenie dobrze ponad 20 min pomimo, że w twinsetach mamy nitrox 32.
W trakcie tego nurkowania pierwsze zderzenie z moją ulubioną do tej pory konfiguracją sprzętową. Do tej pory pływałem w konfiguracji czysto dirowskiej – ponieważ wydawała mi się do zastosowania w każdych warunkach, w jakich mogę i chcę nurkować. Niestety już drugie nurkowanie pokazało, że jest inaczej. Bardzo ładnie ułożona puszka drugiego stopnia w stejdżu kilkakrotnie zahacza się, bądź to o opustówkę, bądź o kamienie w zaciskach zatrzymując mnie w miejscu. W pierwszej chwili myślałem, ze to może Alex ciągnął mnie za płetwę chcąc mi coś pokazać, ale przypomniałem sobie, że na początku nurkowania określiliśmy jasno zasady komunikacji podwodnej. Pierwsza i najistotniejsza reguła i zasada którą stosują tutaj przy nurkowaniach eksploracyjnych mówi: nigdy ci nie pomogę pod wodą dopóty mnie o to nie poprosisz ponieważ mogę tobie i sobie bardziej zaszkodzić, a nawet zabić! Pozostałe określiły zasady komunikacji – jakie znaki trzeba potwierdzić, a których praktycznie w ogóle nie używamy, bo i po co. W sumie okazało się, że do bezpiecznego pływania i komunikacji wystarczą nam … (nie mogłem w to uwierzyć) raptem cztery znaki. Na dzień dobry dowiedziałem się, że nie mam się go pytać pod wodą czy wszystko OK, bo jak będzie nie OK to mi sam pokaże.
Już widzę, że Alex jest chyba zadowolony, że umiem „pływać”. W nurkowaniu jaskiniowym określa się w ten sposób pokonywanie długich dystansów w odpowiednim tempie przy optymalnym zużyciu powietrza. Należy pamiętać, że obowiązuje tutaj reguła 1/3 co oznacza, że na maksymalną penetrację mamy maximum 1/3 gazu plecowego. Takie gospodarowanie zapewni nam teoretycznie w przypadku utraty całego gazu przez jednego z nurków w najdalszym miejscu eksploracji wystarczającą ilość gazu dla siebie i partnera, aby bezpiecznie wrócić na powierzchnię (a przynajmniej do zdeponowanego gazu dekompresyjnego). W praktyce zawraca się o 10-20 bar szybciej ponieważ w sytuacji stresowej powrót będzie ze zdecydowanie większym zużyciem przede wszystkim partnera, który utracił cały gaz. To zasługa Kleina, który zbudował dobre podstawy do takich nurkowań i w zasadzie przekonał do tego wyjazdu jednym zdaniem: „Wykonałem już ponad 300 nurkowań w jaskiniach, ale nigdy wcześniej takich i nie mógł bym ich wykonać, gdybym tam nie trafił. Naprawdę dużo się nauczysz jeśli pojedziesz. Jest drogo, ale warto”. Następne dni pokazały, że rzeczywiście tak miało być. Wykonałem swoje nurkowania życia, nie tylko ze względu na nurkowania jaskiniowe. Mogłem naocznie przekonać się, jak wydawać by się mogło przyjazna jaskinia może zmienić się w ciągu kilku minut w taką, która nie chce, żebyśmy ją opuścili. Jak doskonała kilkunastometrowa widoczność w wąskich i ciasnych korytarzach zamienia się w ponure i mroczne korytarze, gdzie widoczność spada do 30 cm, a wypuszczenie opustówki grozi zgubieniem się. Do tej pory o takich sytuacjach mogłem usłyszeć na kursie jaskiniowym, teraz mogłem przekonać się, jak to jest w rzeczywistości. Takie doświadczenie pozwoli mi spojrzeć zupełnie inaczej na nurkowania jaskiniowe, przede wszystkim nurkować w nich bezpieczniej poprzez ocenę sytuacji i jak powinienem się w konkretnej sytuacji zachować.
To nurkowanie zapamiętam do końca życia
I pomimo naprawdę dobrego przygotowania na moim kursie dopiero realne sytuacje i nauki Alexa nauczyły mnie, jak powinienem reagować na konkretne sytuacje. Najistotniejszy morał, który wyniosłem z tych lekcji to to, że muszę dostosować sprzęt do danej jaskini, a nie jaskinię do sprzętu, bo tak się niestety nie da. Taką prawdziwą lekcję otrzymałem po nurkowaniu w Cristal Beach, które zapamiętam zapewne do końca życia. Przechodzenie przez trzy restrykcje bez sprzętu (przepychanie twinseta spiętego gumą bungee przed sobą) i dodatkowo trzech stejdży, a na kolejnym nurkowaniu jeszcze skuterów pokazało mi, jak bardzo trzeba myśleć przy takich nurkowaniach. Od momentu zanurzenia się pod wodę upłynęła na pierwszym nurkowaniu ponad godzina zanim rozpoczęliśmy tak naprawdę nurkowanie w tej jaskini. Te 60 min pod wodą upłynęło na przenoszeniu (przepychaniu) sprzętu przez trzy kolejne restrykcje i ubieranie się przy linie opustowej, które zajęło mi niesamowitą ilość czasu (ze względu na brak odpowiedniej znajomości techniki).
Drugie, po odrobieniu zadań domowych i wyjaśnień Alexa rozpoczęło się już o wiele szybciej I dwa razy dalej. Powiem tylko tyle. Żaden nurek GUE czyli dirowiec nigdy tam nie będzie mógł zanurkować ponieważ ten system i procedury mu na to nie zezwolą. Nie ma możliwości przeciśnięcia się przez te restrykcje mając twinset na plecach i podpięte butle boczne. Ta technika w nurkowaniu jaskiniowym nazywa się Nomaund (bez sprzętu), a nurkowie GUE nigdy tak nie nurkują. Nie będą zatem mogli nigdy tutaj zanurkować i zobaczyć tego, co ja widziałem (a byłem w tym miejscu czwartym europejczykiem po Robercie).
Poniżej profile z pozostałych nurkowań, które udało mi się zrealizować na tym wyjeździe. Wiem, że będę tam chciał pojechać po raz kolejny, żeby zobaczyć kolejne jaskinie, które otworzyły się teraz przede mną. We wrześniu jedziemy z Krzyśkiem Bazylczykiem do Francji gdzie planujemy wykonać serię nurkowań w tamtejszych jaskiniach niedaleko Tuluzy. Wykonane nurkowania na Florydzie mam nadzieję, że pozwolą na zrealizowanie wspólnie naprawdę interesujących i ciekawych nurkowań, które bez nabytych z Florydy doświadczeń nie byłyby możliwe. Mam nadzieję, że uda mi się namówić Bazyla wcześniej do kilku nurkowań na skuterze i że w ten sposób zaszczepię mu bakcyla we Francji do takich eksploracji. Jak pokazał Alex i jego doświadczenie: będąc odpowiednio przygotowanym i wyszkolonym, planując dokładnie swoje nurkowania z dużym prawdopodobieństwem można zrealizować naprawdę złożone projekty obarczając je minimalnym ryzykiem. Oczywiście nie przychodzi to samemu – trzeba na to poświęcić sporo czasu, ale czyż w każdym innym hobby jest inaczej?
Piotr Dybikowski
|

Marcin Chochorowski - Chochor
Kursy nurkowania technicznego:
Chochor wyszkoli Cię na podstawie własnej wiedzy, doświadczeń w oparciu o standardy TDI. Chochor jest jednym z najgłębiej nurkujących Polaków, więc wie co robi.
Zapisy i info:
chochor@techdive.pl lub telefoniczne +
Kursy trimixowe są organizowane - w trybie indywidualnym.
Wywiad z Chochorem w Radio PIN
Rozpoczęliśmy współpracę z CN Nautica w Wawie, gdzie Chochor jest odpowiedzaolny za część związaną z nurkowaniem technicznym.