|
Port rybacki w Helu. Ekipa nurków ładuje sprzęt na statek. Wrześniowy poranny chłodny wietrzyk omiata przyjemnie twarz. Słońce leniwie pnie się do góry, rzucając ciepły, pomarańczowo-żółty blask na przycumowane statki i powierzchnię wody. Część nurków, przygotowujących się do wypłynięcia to starzy przyjaciele, którzy przeżyli wspólnie wiele nurkowych przygód. Pozostali nurkowie zapoznają się ze sobą dopiero na pokładzie
Jako prowadzący dzisiejsze nurkowania, muszę wpisać przed wypłynięciem wszystkich na listę. Puszczam listę. Wszyscy po kolei wpisują się: imię, nazwisko, stopień nurkowy i numer certyfikatu. Później ta lista służy mi jako ściąga do zapoznania się ze wszystkimi i podzielenia na zespoły nurków. Oczywiście przy zgranych ekipach, nie ma problemu. Każdy wie, kto, z kim nurkuje a wszelkie zmiany w zgranej grupce nurków nie absorbują prowadzącego. Zazwyczaj wystarczy po prostu rzucić pytanie - I jak chłopy? Wiecie, kto, z kim? - Pada zawsze chóralna odpowiedz - No jasne!!!. Przeważnie, jeszcze przypominam o procedurach postępowania w sytuacjach awaryjnych ma to być bezwzględnie respektowane. Czasem zdarza się, że dobrzy znajomi, nurkowie po rozdzieleniu się myślą sobie - eee tam, przecież sobie poradzi, przecież to dobry nurek i pewnie pomyśli sobie żebyśmy dalej nurkowali sami i spotkamy się za jakiś dziesięć minut, albo przy kamieniu, albo na początku ścianki itd. Nie ma nic gorszego od takiego pokrętnego myślenia. W nurkowaniu bezdekompresyjnym takie sytuacje to zawsze bezwzględny koniec nurkowania. - Nie kombinować! Oki! - Pytam w końcu. - Oki - odpowiadają. Podchodzę z listę do nurków, których nie znam. Przedstawiam się jeszcze raz. Teraz mamy chwilkę, żeby pogadać. Pytam ich o ich uprawnienia. - Wiesz, ja to mam OWD, ale już nie raz byłem na trałowcu, na Hańczy robię pięćdziesiątki, nurkuję już od 15 lat, jedynie certyfikat zrobiłem dopiero trzy lata temu. Wiesz, tak dla świętego spokoju. Wiesz, ja, to nie jestem takim kolekcjonerem plastików, co to PADI sprzedaje. Tych, co to sprzedają, to ja mógłbym czegoś nauczyć! - mówi, śmiejąc się z miną starego wilka morskiego. - Hmm, no to nieźle! Stary wyjadacz! - uśmiecham się całkiem szczerze i przybijamy piątki. - To słuchaj Ty i Twój kolega i ja pójdziemy razem, Oki? - zapytałem. - No dobra - odpowiada nieco słabszym głosem. - Ale spoko, my sobie poradzimy. - dodaje. - Nie ma sprawy, nurkowano ze starymi wyjadaczami do dla mnie w końcu będzie jakiś relaks. - Odparłem z uśmiechem. - Dobra, pokażcie swoje książki nurkowań. - Patrzą na mnie zdziwieni. - No, ale jak to? My od dawna nie prowadzimy. - odparli w miną profesjonalistów. Oglądam ich sprzęt. Pierwszy, butla dwunastka jednozaworowa, octopus w inflatorze i drugi octopus mocno wciśnięty w kieszeń jacketu. Drugi nurek, jednozaworowa piętnastka, ale tylko jeden drugi stopień. Poklepując ich po ramieniu powiedziałem z przekąsem - No, widzę, że sprzęt skonfigurowany partnersko! Ty masz trzy drugie stopnie, ale za to Ty masz większą butlę! Za około 30 min będziemy nad wrakiem. Przygotujcie się. Zanurkowaliśmy. Nurkowanie trwało 20 min. Nic nikomu się nie stało, poza tym, że namącili w wodzie robiąc rowerek nóżkami a rączkami żabkę, jeden z nich chciał dołączyć się do innej pary pod wodą i zaczęli się podciągać po upustówce wynurzając się. Po omówieniu, nie odzywali się już do nikogo. To przykre, że ludzie traktują dodatkowe szkolenia jak kolekcjonowanie plastików. Choć często tak się dzieje. Płaci się za kurs, a po kursie człowiek nie ma żadnych dodatkowych umiejętności, nie poznał żadnych nowych technik nurkowych ani wiedzy. Wówczas, kursy są po prostu bezwartościowym plastikiem. O, przepraszam. Wartościowym, przecież zapłaciliśmy za ten plastik kilka stów. Ja w swojej karierze nurkowej miałem szczęście do dobrych instruktorów nurkowania. Nie do instruktorów PADI czy CMAS. Po prostu miałem do czynienia z instruktorami nurkowania i za każdym szkoleniem, wynosiłem większą wiedzę i umiejętności. Często korygowałem swoje myślenie dotyczące jakiegoś rodzaju nurkowania lub technik nurkowych, a czasem sam wytykałem niespójności i braki w federacyjnych ramowych programach szkolenia. Jako nurek z kilkuletnim stażem i z dużym doświadczeniem nurkowania w różnych warunkach zdecydowałem się na kurs instruktorski. Tam nauczyłem się przede wszystkim kontroli innych ludzi i sytuacji pod wodą. To u Witka Śmiłowskiego nauczyłem się prowadzenia prezentacji i publicznych wystąpień. Żaden kurs w korporacji - tam, gdzie pracuję, na co dzień, nie dał mi tyle, co umiejętności wystąpień i nauczania zdobyte u Witka. Ten kurs naprawdę był kamieniem milowym w moim życiu, zarówno prywatnym, nurkowym i zawodowym. Obracając się w kręgu nurków technicznych zawsze miałem wrażenie, że wiem dużo o nurkowaniu technicznym, mając na koncie parę dość głębokich nurkowań dekompresyjnych. Ale bez uprawnień technicznych moja droga do gazów w jakiejkolwiek bazie była zamknięta. Więc stwierdziłem, żeby mój przyjaciel "wystawił" mi kwity dla świętego spokoju. W odpowiedzi popukał mnie w głowę i powiedział. - Chcesz kwity, musisz przejść cały kurs. - Ok. - trudno, co robić? Jak trzeba, to trzeba! No i dostałem lekcję pokory na kursie u Chochorka. Poziom ignorancji spadł do zera a zaczęło się wielogodzinne ćwiczenie tzw. skillsów. Po tym jak pierwszy raz weszliśmy do wody i łagodnie mówiąc, kilka rzeczy miałem do poprawki. Przez kolejne dwa dni, sam wisząc na 9 metrach, ćwiczyłem po 4 godziny dziennie. Postawiłem sobie za punkt honoru wykonywać wszystkie te umiejętności na piątkę, w końcu byłem instruktorem nurkowania! No i dostałem upragniony kwit. Choć przestał być on celem, a osiągnięty cel to umiejętności bezpiecznego nurkowania na naprawdę niebezpieczne głębokości na niebezpiecznie długo. Niebezpiecznie dla kogoś kto myślał, tak jak ja, że wie o co chodzi w nurkowaniu technicznym, a te kwity nie są mu potrzebne bo przecież nie kolekcjonuje plastików, dopóty, dopóki nie opuści go szczęście. Zdobyte umiejętności czynią ze mnie nie tylko lepszego nurka, ale i instruktora rekreacyjnego i człowieka co znów odrobinę spokorniał bo się przekonał, że czegoś nie wiedział. Ale to nie koniec mojej edukacji nurkowej. Wymyśliłem sobie, że jaskinie będą teraz moim obiektem eksploracji. Na pewno wybiorę się na kurs jaskiniowy z Robertem, Klainem, który nauczy mnie jak nurkować, żeby się nie utopić w jakiś głupi sposób w jaskini. Przede mną jeszcze dużo do nauczenia się. W planach kupno dobrego rebreathera, zdobywanie doświadczenia w głębokim nurkowaniu technicznym, a później jak będę na tyle doświadczony, żeby dzielić się wiedzą z innymi - może podwyższenie uprawnień instruktorskich. Choć w wielu organizacjach nurkowych spełniałbym kryteria na instruktora technicznego, nie miał bym takiego tupetu, żeby się pchać pomiędzy tą elitę. W tym towarzystwie nie ma litości. Wszyscy wiedzą, kto i co sobą reprezentuje. Nie chciałbym, żeby za plecami się śmiali, że "uczy nurkowania głębokiego a sam głęboko nigdy nie był". I tu nie chodzi wcale o śmieszność, ale o życie i pokorę przed wodą. Kochani, DIVING - jest oczywiście FUN, ale często nie mówimy Wam na podstawowych kursach, że tak naprawdę zawsze uczymy was przeżyć pod wodą. Więc nie kolekcjonujcie plastików, tylko uczcie się od dobrych instruktorów a wtedy DIVING na pewno będzie FUN.
Andrzej Gołka
|