|


W Bu byliśmy dość dużą grupą i ja z przyjaciółmi nie zmieściliśmy się w jednych z dwóch domków pod wynajem państwa Bu, więc mieszkaliśmy kilka kilometrów w głąb lądu. Ale nie żałuję tego ponieważ codziennie przemierzaliśmy po kilka kilometrów bajecznej krainy fiordów. Przez dziesięć dni przemierzaliśmy tę samą trasę i zawsze zatrzymywaliśmy się żeby nacieszyć się widokami i porobić pamiątkowe zdjęcia norweskich pejzaży.

Mieszkaliśmy w dwustuletnim drewnianym domku, który bardziej przypominał skansen i muzeum sztuki ludowej niż kwaterę dla turystów. Domek, jak wszystkie domki pod wynajem dla turystów był wyposażony we wszystkie wygody. Podgrzewana podłoga w łazience, pralka, w kuchni lodówka, mikrofala i zmywarka. Wszelkie płyny i proszki do zmywania trzeba mieć swoje, a talerze, sztućce i gary były na miejsc

Ceny jedzenia były horrendalnie wysokie, więc dobrze się przygotowaliśmy i mieliśmy wszystko przywiezione z Polski, łącznie z chlebem, jajkami, mlekiem i masłem. To był dobry pomysł, bo byliśmy samowystarczalni. Zrobiliśmy wspólną spiżarnię i dyżury, kto ma, kiedy gotować i to naprawdę dobrze działało.
Nurkowania są tak zorganizowane, że przy brzegu była szopa gdzie przechowywaliśmy sprzęt i gdzie była sprężarka. Powietrze nabijaliśmy sami i rozliczaliśmy się za pracę sprężarki z właścicielem na podstawie zeszytu, do którego wpisuje się każde nabicie.
Do wykorzystania jest łódka z silnikiem i płaci się za benzynę, którą się wykorzysta.
Do wody wchodzi się z brzegu, gdzie już poza zatoczką, którą porasta przepiękna podwodna łąka, zaczyna się stok i schodzi do 70 metrów i głębiej. Niektórzy z nas robili tam dość głębokie i długie nurki. Problem jedynie w tym że do tych głębokości dość długo się płynie i w planie trzeba założyć dość ciężką pracę. Jeden z nas niestety miał problem po takim nurkowaniu i musiał przetestować norweską komorę dekompresyjną. Sprawdziliśmy jak działają służby ratownicze i po 40 min od zgłoszenia na podwórku wylądował helikopter z lekarzem i polecieli chłopcy do komory. Na szczęście nic poważnego się nie stało następnego dnia nasz kozak był już z nami - niestety nie nurkował, ale zyskał wyjazdową ksywkę "komorowski";)
Pojechaliśmy również zanurać na pięknym wraku, do którego dopływa się z płetwy. Położony jest od 20 do 55 metrów głębokości, ale czegoś tak pięknego rzadko się widuje. Wrak nie jest wcale pocięty i zniszczony. Z tego, co się dowiedzieliśmy był to Niemiecki okręt Altmark, zatopiony przez brytyjskich komandosów.
Woda jest zimna, ale bardzo przejrzysta. Nurkując trzeba mieć suchacze, bo inaczej zimno znacznie ograniczyło by nam przyjemność nurkowania.

Jako, że był to koleżeński wyjazd i własna organizacja kosztowo wyszło to nam bardzo miło - 7 dni nurków + droga + przeprawy i pieniądze na noclegi i mieszkanie dało ok 1700 zł na osobę - było to w 2002 roku, teraz być może są inne ceny.
My byliśmy w maju i polecam ten okres. Co prawda pogoda się zmienia kilka razy w ciągu dnia, ale nie jest za gorąco czyli bardzo komfortowo można się ubierać w suchacze, a i przejrzystość wody jest ok.

Jedno jest pewne - ktokolwiek, kto był w Norwegii zakocha się w tym kraju i będzie chciał tam wrócić.
My gorąco polecamy!
pozdrawiamy Chochor i Golas
|