Techdive
TechdiveMapa WitrynyKontakt
Newsletter
Opowieść o ludziach, których połączyła pasja nurkowania ;) Drukuj Email
Wpisany przez Golas i Chochor   
Sobota, 06 Czerwiec 2009 21:04

czyli, relacja z wyjazdu do Dahab w styczniu 2008.

Jest 31.12. Wszyscy już spakowani i gotowi do drogi. Pozostało jeszcze sprawdzić ile wazy bagaż bo lecimy niestety Centralwingsem, a wiadomo, że to nieprzyjaźnie nastawieni do nurków ludzie .... Hihihi.

Bilety trafiły się w dobrej cenie, bo tylko wariaci poleca rano, 1 stycznia, do Egiptu. Im bliżej wyjazdu, tym bardziej narastała radość z wyjazdu. Dlatego, zdecydowaliśmy, że imprezę sylwestrowa potraktujemy w tym roku bardzo wyjątkowo. Hasłem przewodnim było
"Alkoholizmowi mówimy stanowcze NIE!". Przecież o 6 rano trzeba być na lotnisku! Na szczęście, godzina wylotu uległa zmianie na 12.25, co dawało pewien margines bezpieczeństwa, gdyby ktoś z ekipy nie wytrwał w naszym "Nie!".
Każdy jakoś tego Sylwestra przetrwał przestrzegając naszego "Nie". Szczecin był punktualnie o 10.00 i wydzwaniał do wszystkich podnosząc ciśnienie, że zmieniła się godzina, albo nie ma nas na liście. O 10.45 byli już wszyscy. Szybki odbiór biletów i do kolejki check in. Tu jak zwykle Szczecin zapłacił nadbagaż. A my, wróciwszy po nasz podręczny bagaż, pozostawiony na wózeczku (bo kto by taki ciężar w ręku dźwigał), powędrowaliśmy do odprawy paszportowej. Jesteśmy na bezcłówce, hmmm , co kupić? Przecież powiedzieliśmy NIE! Ale Słonik się trochę boi latać, wiec jako zgrana paczka nie mogliśmy zostawić kolegi samego podczas wyłamywania się z NIE. Zaprosiliśmy do naszego towarzystwa Pana Jim Beama , Jamesona, Johnny Walkera i Polmosa w przybraniu Gorzkiej Żołądkowej. Zasiedliśmy wygodnie na ławeczkach dla oczekujących i po jakimś czasie usłyszeliśmy jak uprzejmy głos z lotniskowych głośników zaprasza nas po nazwiskach do samolotu. Szczęśliwi i roześmiani wpadliśmy na pokład. Miałem wrażenie, że wszyscy pozostali podróżni chyba wiedzieli, że rząd 13 nie pozwoli im zmrużyć oka podczas całego lotu, bo bardzo nienawistnie się na nas patrzyli. Wszyscy, oprócz jednego 82- letniego pana, który z radością przyłączył się do nas po osiągnięciu wysokości przelotowej. Lot był przemiły, choć parę osób przesiadło się na inne miejsca i panie stewardessy przestały się do nas uśmiechać. W końcu lądowanie, odbiór bagażu i transfer do Dahab. Dla niektórych nie było to wcale takie proste zadanie. To kogoś musieli specjalnie wyprowadzić stewardzi z samolotu, to komuś zginął bagaż podręczny (ups!). Pomimo bardziej szczegółowych kontroli na check pointach (jakoś tak głośno i wylewnie witaliśmy policjantów) o godzinie 21.00 dotarliśmy szczęśliwie do Planet.
Przywitali nas Chochor, Junior i Cegła. Chochor ujrzawszy koleżeństwo tak bardzo wykończone podróżą, najpierw z wkurwienia zaniemówił. Po paru chwilach jednak szybciutko postawił do pionu tych najbardziej zmęczonych, obsypując ich kwiecistymi określeniami. Odraz wyznaczył kto tu rządzi i godzinę jutrzejszego spotkania - "O 10 rano w bazie!" Po zakwaterowaniu, wciąż było dość wesoło, ale w końcu usypiamy. Pobudka o 8:30. Śniadanie. Spacerek do bazy. Załatwienie papierów i całej Planetowej biurokracji. Nie to co w Polsce - po prostu nurkujesz. Po przebrnięciu przez formalności, w końcu przeszliśmy na nurkowania. Na początek dwa check dive'y. Wyważanie i takie tam przypomnienie skilsów. O dziwo, jakoś poszło. Choć pamiętając naszą męczącą podróż, to poszło całkiem nieźle.
Co ciekawe, do ostatniego dnia wyjazdu, podtrzymywane było totalne NIE! Choć chłopcy martwili się (i trochę zazdrościli) o Golasa. Mieszkał u Cegły i Juniora. Nawet krótka wizyta u nich może być niebezpieczna dla słabego organizmu. Golas natomiast, rano wyglądał zawsze bardzo zdrowo. Czyżby naprawdę NIE? Kolejny dzień nurkowania rozpoczęło zaplanowanie nurka w Canyon. Powolne przepłynięcie do głębszego wyjścia na 50m z 15 minutową ekspozycją. To był przepiękny widok, gdy cała ekipa zanurzyła się w kanionie. Siedmiu technicznych, jeden za drugim, odzianych w połyskujące srebrem pancerze z butli, w konfiguracji twin + 2 stage. Dla tych, którzy byli tu pierwszy raz, to miejsce pozostawia niezapomniane wrażenie. Przepłynięcie Canyonu w głębszą stronę jest najbardziej efektowne, gdy płynie się najwyżej jak można. Pod samym sufitem. Dopiero wtedy w pełni można nacieszyć się niepowtarzalnym widokiem wypełnionym błękitem.
Po nurku gorące rozmowy o tym jak było, co kto widział i jak odebrał to nurkowanie. Wieczorem Adams bar i Stella bądź Sakara (ale to przecież tak jak bezalkoholowe ;).
Drugi dzień to nurkowanie w Blue Hole, Arch na 55m i plan pobytu na maksymalnej głębokości 15 minut. Cała trudność tych nurkowań polegała na odpowiednim zaplanowaniu i realizacji tego planu, a nie taki Hańczowy skok na 60 metrów i szybciutko z powrotem do Słowika na pierogi.
Chochor pokazał tunele pod Archem odkryte rok temu przez Andreya Chistyakova. Coś pięknego! Wejście przez ciasny tunel i zanurzenie do góry nogami. W ciemność. A w głowie rożne myśli się kołaczą. Czy to na pewno dobry tunel? Czy się zmieszczę z tym wszystkim? A co jak utknę? Ale to był ten tunel! Podekscytowana ekipa wypływa na 51m. Resztę z czasu dennego poświęcamy na przepłyniecie Archa w obie strony. Spojrzenie na ściany Blue Hole na komputery i znak do wynurzenia. Zaczyna się długi proces powrotu na powierzchnię.
Golass , Bramer i filmujący każde nurkowanie Szczecin byli głębiej. Plan na 80m i 10min pobytu na dole. Na powierzchni wszystkim jak zwykle dopisują humory. Około 30 minut po wyjściu Archowców na powierzchni pojawiają się trzy, pięknie napełnione powietrzem boje. Golas, Bramer i Szczecin. Jeszcze mają ponad 30 minut deko. Nagle widzimy coś dziwnego. Boja Golasa kładzie się i dryfuje w stronę brzegu. Po chwili boja Bramera zanurza się na dwie trzecie w wodzie i powolutku odpływa od boji Szczecina. Boja Szczecina tkwi ciągle w tym samym miejscu. Bąble są. Żółtej boji nie widać, więc chyba wszystko ok. Po trzydziestu minutach podtopiona boja Bramera i boja Szczecina zbliżają się do siebie i do Easy Enterence. "Głębsi" wychodzą, ale miny mają nietęgie. Po paru krokach na lądzie zaczęła się wymiana zdań na całą okolicę. Padają słowa powszechnie uważanych za niecenzuralne, choć w naszym towarzystwie dość często obrazujących różne stany emocjonalne: radość, smutek, gniew...? Natomiast w tym przypadku był to z pewnością gniew, połączony z rozczarowaniem i brakiem zrozumienia i jedności grupy (cyt.: "Pierdolę takie kurewskie partnerstwo! To chuje a nie partnerzy, kurwa, spierdolić mi jak miałem problem i osrać, a ja tu wpierdalam resztki tlenu." "Spierdalaj, sam kurwa, wyjebałeś na górę osrywając kolegów, którym się coś zjebało!" itd). Dobrze, że nikogo już prawie nie było, bo trochę obciach. U nas w grupie szczerość to podstawa i nikt nie tłumi niczego w sobie. Atmosfera była na tyle napięta, że beżowi pochowali się na zaplecza kafejek i do pickupów. My również. I szybciutko do Planety. Jeszcze na świadków nas wezmą jak się pozabijają. Chłopaki wyjaśnili sobie sytuację. Okazało się, że mieli trzy fuckupy i każdy z nich był odpowiedzialny za zaistniały problem. Ale nie myli się ten, kto nic nie robi. Po piętnastu minutach przybijali piątki a beżowi uznali, że można wyjść ze schronienia i dać koleżeństwu coś zimnego do picia.
Dzień trzeci może być ciężkim wspomnieniem dla niektórych z ekipy. Nurkowanie na Caves. Chochor nie nurkował bo się struł. Plan był na zanurzenie do 62m i 10minut na pobytu na dole. Bardzo dokładnie koleżeństwo omówiło sposób wejścia do wody i wyjścia w przypadku silnego falowania. Oczywiście było silne falowanie. Ekipa wskakuje do wody, automaty w ustach, maski na twarzach, stage i płetwy w rękach, worki puściutkie. Opadanie na 5m. Przypięcie stagy i założenie płetw. Kolejne nurkowanie, którego nie da się opisać w kilku zdaniach. Było przepięknie.
Po odbyciu dekompresji wychodzenie z wody było dość zabawne. Chochor trochę pomagał. Oprócz kilku rozcięć na dłoniach nic poważnego się nie stało. Jakaś mała dziurka w suchym, ale looozik. Kto by się tym przejmował.
Na czwarty dzień Golas i Chochor zaplanowali nurkowanie w jaskini Ras Mamlah , a ekipa znów na Blue Hole. Chłopaki chcą jeszcze raz przepłynąć tunelami. Jeszcze raz poczuć to miejsce, zobaczyć błękit, wydawałoby się bezkresny, rozciągający się w dole i ginący gdzieś w mroku.
Golas i Chochor już poprzedniego dnia przygotowali sprzęt i gazy na swoje nurkowanie. Do Ras Mamlah jedzie się około 3 godzin Land Cruiserem. Transport zamówiony był na 7.00 a spotkanie w bazie o 6.30. Golas był dość spięty przed tym nurkiem. Ras Mamlach to przeklęte miejsce. Zatrzymało w sobie wielu doświadczonych nurków i nikt nie wie dlaczego. Po prostu w pewnym momencie wpadali w panikę i topili się wypluwając automat, utknąwszy w skalistym suficie. Chochor był tam już kilka razy, na dość dużych głębokościach, ale też poważnie podchodził do tego nurka. Nie wziął nawet narzędzi co świadczy o tym, że gdy zdarzy się sytuacja, w której ich potrzebujemy, tzn że zaczyna nas prześladować pech. Decyzja była krótka - "Jak się coś pierdoli to nie nurkujemy". To jest dobre podejście do nurkowania. Czasem bywają po prostu pechowe dni i gdy pech zaczyna się od jakiś drobnostek to później może to się ciągnąć przez cały dzień. Wtedy lepiej rozpoznać taki dzień odrazu i nie nurkować. U chłopaków od rana wszystko szło gładko. Zapakowanie sprzętu, droga przez góry, przyjazd na miejsce, rozpakowanie sprzętu. Podczas skręcania sprzętu, Golas oczyszczając z piachu wężyk do suchacza, wzbudził go. Zanim zakręcił litrową flaszeczkę większość powietrza do inflacji uciekła przez wzbudzony wężyk. A końcówkę inflacyjną miał Gatesową. Dawno już się odgrażał, że musi to sobie wymienić na standard. Ale cóż, jakoś to będzie. Założenie sprzętu, wpięcie stagy w wodzie i w szczelinę. Widok był niesamowity. W dole otwierał się przepiękny kanion z pionowymi ścianami po bokach między którymi tkwił ogromny, kilkumetrowy głaz. Za tym głazem sklepienie się zamyka i wpływa się w jaskinię Ras Mamlah. Poręczówka, którą założył Andrey zarosła i przybrała kolor ścian i sufitu - ciemnoszaro-brązowy. Przypominało to kolor mułu w naszych jeziorach. Widok bardzo posępny i ponury. Na 25 metrze Golasowi kończy się inflacja suchego. "Fuck! Jeszcze troszkę, może nie zgniecie za bardzo..." Ale na 35 metrze gniotło na tyle, że pokazał Chochorowi problem z suchym i wynurzenie. To był początek nurkowania, więc rozdzielili się i Golas zaczął się wynurzać. Gdy odwrócił się poczuł jak silny prąd, ściągający w dół nie pozwala mu się wynurzyć. Maksymalna praca płetwami i jacketem, ale prąd nie daje za wygraną. Co kilka metrów, zatrzymanie, przytrzymanie się skały i odpoczynek. To co wystaje z tych ścian trudno nazwać skałą. Przy mocniejszym uścisku rozpadało się wzbijając muł. "- Fuck, przecież tam jest jeszcze Chochor, nie mogę mu nasyfić." A cały ten syf leci z prądem w dół jak w spłuczce. "Dobra, mam mnóstwo gazów i czasu, więc ostrożnie i powoli". Różne myśli kołatały się w głowie Golasa. "Dobra, widać światło. Ale to nie tędy. Poręczówka idzie do góry. Oho, jakieś ciężarki z pasa. Jakiś nieszczęśnik chyba próbował ratować się zrzuceniem pasa... - zerknięcie w górę - "Fuck, nieszczęśnikowi chyba się to nie udało..." Nad głową ściany się schodziły w klin... To miejsce jest ekstremalnie niebezpieczne. Silny i zdradliwy prąd, kruszące się skały, muł ograniczający widoczność i blokujący, klinowaty sufit. Te warunki i ta jaskinia pokonała wielu śmiałków. Po około 30 minutach Golas czekający przed głazem, gdzie prąd był prawie nieodczuwalny, widzi w ciemności korytarza światła Chochora. Wszystko ok. Dopięcie zdeponowanych stagów, krótkie deco (bo całego planu nie udało się zrealizować) i wyjście z wody. To też nie było takie łatwe. Wychodząc z wody czuliśmy silny prąd w stronę morza i jaskini. Tak jakby "zła" jaskinia cały czas nie chciała nas wypuścić. Zapadła decyzja, że trzeba tu przyjechać jeszcze raz na parę dni z biwakiem i przyjrzeć się "bestii" bliżej.
Po powrocie do bazy wszyscy ucieszyli się, że chłopaki wrócili cali i zdrowi. Okazało się, że dokładnie rok wcześniej, o tej samej godzinie kiedy chłopaki nurkowali, zginął w Ras Mamlah rosyjski, doświadczony nurek i od roku tam nikt nie nurkował. Wszystko dobre co się dobrze kończy.
Wieczorkiem już wszyscy zaplanowali nurkowanie na następny dzień.
Migacze miejsce Neptun's Cave, planowanie gazów: denny trimix 16/45, dekompresyjny pierwszy gaz Chochor proponuje triox 50/20, przetestował ten mix wielokrotnie i jest to ok. Drugim gazem dekompresyjnym jest tlen. Nurkujący to : Golas, Szczecin, Bramer, Kryniek, Słoń i Chochor. Kamil z Cegłą będą nurkować do 55m, gdzie będą na "głębszych". Gazy zaplanowane i zamówione, plany opracowane omówione wraz z wszystkimi planami back up'owymi. Nawadnianie, nawadnianie i jeszcze raz nawadnianie. Rano w bazie analiza gazów i sprawdzenie czy mixy są zgodne z planami. Mały rozjazd w składach poszczególnych mieszanek, ale bez dramatów . Po sprawdzeniu w programie okazuje się, że nic się w planach nie zmienia, więc można przepisać je na tabliczki. Raz jeszcze omówienie kto prowadzi, jakie są zespoły, kto kiedy co robi i jak. W końcu ekipa wsiada do pick up'ów i rusza na Canyon. Dojeżdżamy na miejsce po około 20 minutach. Skręcanie sprzętu, ubieranie się i do wody. Nurkując do Neptun's Cave można wybrać dwie drogi: albo po powierzchni wypłynąć z laguny i opaść w okolicy wyjścia głębokiego z Canyon na głębokość około 70m lub zanurzyć się wcześniej i przepłynąć przez Canyon, co oczywiście jest bardziej ekscytujące. Wybraliśmy drugi wariant. Nurkowanie jest niesamowite. To jest naprawdę magiczne miejsce. Chciałoby się wydłużyć czas pobytu w środku, dopłynąć dalej. Niestety Chochor blokuje korytarz pokazując, że zawracamy tutaj. Nawet gdyby był czas, to w takim tłumie dalej jest zbyt niebezpiecznie. Każdy dopłynął do Chochora, nawrotka i wypłynięcie z jaskini nad resztą co widać na filmie. Później długa dekompresja. Film Marcina Trotyla Szczecińskiego z tego właśnie nureczka (i z wielu innych) można na www.youtube.com wpisując w wyszukiwarce "anemik1969".
Tak się złożyło, że tego dnia były urodziny Czarka Abramowskiego i wieczorkiem imprezka. Ale to już zupełnie inna historia bo była to nasza zielona noc podczas której wszyscy udaliśmy się w kosmos, a ta opowieść jest przecież o nurkowaniu.
My już nie możemy się doczekać powrotu w wielki błękit morza czerwonego i do klimatu Dahab.

Ekipa Techdive w składzie:

Golas, Słoń, Kryniek, Bramer, Szczecin, Kamil, Cegła, Chochor.

Autorzy: Golas i Chochor
Korekta byków wielkich jak walenie(które pochodzą od wilka): Urszula Woźniak.
Film: Trotyl - Marcin Szczeciński
 

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Nasze foto

okiem_cegly_47_20090624_1663239716.jpg

ekologia

news

Kursy

1Marcin Chochorowski - Chochor
Kursy nurkowania technicznego:

 

Chochor wyszkoli Cię na podstawie własnej wiedzy, doświadczeń w oparciu o standardy TDI. Chochor jest jednym z najgłębiej nurkujących Polaków, więc wie co robi.
Zapisy i info:
chochor@techdive.pl lub telefoniczne +48503353348 .
Kursy trimixowe są organizowane - w trybie indywidualnym.

Wywiad z Chochorem w Radio PIN

- Blog Chochora -  Życie instruktora

- Blog Golasa - Życie w Ukrainie

Wyjazdy

Rozpoczęliśmy współpracę z CN Nautica w Wawie, gdzie Chochor jest odpowiedzaolny za część związaną z nurkowaniem technicznym.

toplogo

Reklama

Nasz kalendarz

<<  Październik 2009  >>
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
     1  2  3  4
  5  6  8  91011
121315161718
192022232425
2627293031 

Wyszukiwarka

Logowanie



We have 17 guests and 0 members online
No users online.
All rights reserved © Copyright www.techdive.pl
Wszelkie prawa do publikowania, prezentowania, innego wykorzystywania materiałów i zdjęć zastrzeżone. W sprawie wykorzystania informacji i zdjęć wymagany jest kontakt - info@techdive.pl
For questions about this website or photos, please email info@techdive.pl