Techdive
TechdiveMapa WitrynyKontakt
Newsletter
Otwarcie sezonu na Bałtyku Drukuj Email
Wpisany przez Andrzej   
Niedziela, 10 Czerwiec 2007 00:00

Jakoś na początku marca, Szczecin, zaproponował żeby jechać nad Hańczę na weekend 24-25. Ale ja prawdę mówiąc wolę pojechać po raz setny na Groźnego, niż po raz setny oglądać ściankę na Hańczy - jakoś morskie klimaty mnie bardziej pociągają. Ok., decyzja zapadła. Jak będzie pogoda, to jedziemy nurać na Zatoce.

 

 

 

 

Nie pamiętam kiedy tak bardzo prześladował mnie pech. Ale nie ma co narzekać. W sumie nikomu się nic nie stało, ani żadna krzywda finansowa nas również nie spotkała.
No dobra to od początku. Jakoś na początku marca, Szczecin, zaproponował żeby jechać nad Hańczę na weekend 24-25. Ale ja prawdę mówiąc wolę pojechać po raz setny na Groźnego, niż po raz setny oglądać ściankę na Hańczy - jakoś morskie klimaty mnie bardziej pociągają. Ok., decyzja zapadła. Jak będzie pogoda, to jedziemy nurać na Zatoce. Zadzwoniłem do Sebastiana z Heliosa i wstępnie zarezerwowałem dla nas całą łódkę. Chłopcy jeszcze nie uruchomili Heliosa po zimie i jak nie będą gotowi na umówiony termin, to obiecali załatwić jakąś inną łódź.
Na parę dni przed planowanym weekendem, pogoda w Warszawie była koszmarna. Deszcz, śnieg i nic oprócz prognoz pogody, nie wskazywało na to, że w weekend da się gdziekolwiek wypłynąć. Nie traciliśmy wiary. Dobrym znakiem na polepszenie pogody było to, że w kolanach przestało mnie łamać. Sebastian zadzwonił i powiedział, że Helios jeszcze nie gotowy i załatwia dla nas coś innego.
Ta jakaś inna łódź, to nie była jakaś tam łódź, lecz sama Hestia! Wiadomo, że Lisek jest nieugięty cenowo i brakowało nam paru osób, żeby było nas stać na Hestię. Rozesłaliśmy wici informacji po środowisku i na sobotę była nasza piątka oraz Mariusz z Martą z Wawy, ale na niedzielę zgłosili się chłopcy z Trójmiasta i w sumie miało być 16 osób nurkujących w niedzielę.
W czwartek wieczorem potwierdziłem prognozę pogody i potwierdziłem nasz przyjazd. Zarezerwowałem Dom Marynarza w Gdyni i w piątek po pracy miał być wyjazd.
Jako, że plany były ambitne i w sobotę chcieliśmy zrobić coś głębszego, więc zabraliśmy twiny, stage i dużo innych zabawek, dlatego zdecydowaliśmy jechać busem i osobówką Cegły.
Już sam wyjazd z miasta w piątek nie podobał mi się. Zanim pozbierałem wszystkich, była godzina 18.00 - 3,5 godziny jeżdżenia po mieście, bo jeden miał jeszcze w pracy spotkania, a inny zapomniał ładowarki zabrać i jeszcze flaszki u Mielonego trzeba było dobić. W końcu udało nam się wyjechać poza granicę Wawy.
Skład w busie to ja, Kryniek i Szczecin oraz Ania w drodze powrotnej, w osobówce Cegła, Bramson i Ania. Cały czas padało, pogoda była straszna. Nie wierzyłem, że pozytywne prognozy się spełnią. Dojechaliśmy po 23.00 przy rekordowo niskim spalaniu. Na sen wypiliśmy w hotelu po piwku i spać.
Hotel Dom Marynarza jest pięknym obiektem z czasów wczesnego Gierka. Położony w centrum Gdyni, nad samą wodą z pięknym widokiem z okien na Zatokę. Wszędzie w hotelu pełno marynistycznych gadżetów, które przemawiają do wyobraźni o charakterze tego miejsca i o bywalcach - starych wilkach morskich. Ludzie morza od lat zatrzymywali się tu czekając na swoje statki w tęsknocie za morzem, lub odpoczywając po wielomiesięcznych rejsach, marzyli o spotkaniu z bliskimi.
Klimat tego hotelu przemawia do mnie zawsze w taki sam sposób, bo sam tęsknię za morzem i nie mogę się doczekać kolejnych wyjazdów.
Rano zeszliśmy na śniadanko. Za oknem piękne słońce, choć jeszcze trochę wiało. Zapoznaliśmy się z Mariuszem i Martą. Powiedzieli nam, że na Zatoce strasznie wieje i buja i że nie ma co ryzykować wyjścia, bo widział już Hestię jak 45 stopniowe przechyły łapie i wszystko na pokładzie lata i żeby dziś odpuścić. Ok., jak nie da rady, to co zrobić... Umówiliśmy się wstępnie, że jak się uspokoi to popłyniemy sobie po południu. W międzyczasie mieliśmy pojechać do Piórewicza i monitorować co się dzieje na wodzie. Wyjeżdżając od Pióra, Szczecin zadzwonił do Liska pytając o warunki. Lisek powiedział, że Mariusz odwołał akcję i nie płyniemy. Chłopcy się troszkę zagotowali bo wierzyli, że uda się wypłynąć po południu. Zaczęliśmy podejrzewać, że o losach naszego wypłynięcia mogło przesądzić bardziej prawdopodobne "niedospanie" niektórych współorganizatorów niż pogoda. A dlaczego?
Chłopcy byli tak napaleni na nurkowanie, że w akcie desperacji zdecydowali, że będą nurkować z Helu przy porcie wojskowym. Przepakowaliśmy sprzęt i ruszyliśmy w stronę Helu. Jak wjechaliśmy na półwysep to było piękne słońce, powierzchnia lekko sfalowana martwą, gasnącą falą. Ale może i faktycznie rano warunki były ciężkie. Nie chcę podważać doświadczenia wyjadaczy. Nie mniej jednak nie opuszczało nas przeświadczenie, że mogliśmy spokojnie wypłynąć...
Dojechaliśmy do Helu. Wszystkie łódki, które mogły nas zabrać wypłynęły z wędkarzami, więc zostało jedynie nurkowanie z brzegu. Wyjeżdżając z portu, zatrzymali nas kolesie ze SG. Okazało się, że nie mamy jakiejś przepustki na wjazd do portu. Jak obejrzeli dokumenty, okazało się, że tydzień temu w busie skończył się przegląd, a my mieliśmy pęknięcie na przedniej szybie, więc nie zbyt wesoło. Pokornie przeprosiliśmy władze za nasze niedopatrzenia i skończyło się na pogrożeniu palcem i obietnicy, że to ostatni raz i że właśnie jedziemy na stację diagnostyczną i wszystko załatwimy.
Zaczynałem mieć wrażenie, że wisi nad nami jakieś fatum.
Podjechaliśmy na plażę. Ja stwierdziłem, że zajmę się "nadzorem pośrednim" i niech chłopcy sobie nurkują a ja zaczekam na brzegu. Chłopcy zmontowali sprzęt, zapoznaliśmy się ze strażakami, którzy podwieźli chłopaków na pontonie do główki portu. Po 30 minutach przy główce portu wynurzyły się trzy łebki. Już się troszkę zaniepokoiłem, gdzie czwarty? Po paru minutach, czwarty pokazał się jakieś dwieście metrów od nich w stronę brzegu. Daliśmy sobie ok., i zguba przypłynęła do brzegu a reszta jeszcze raz poszła pod wodę. Po wyjściu, wyjaśniliśmy sobie kto i co sknocił, bo pogubić się przy ich uprawnieniach to po prostu obciach. Najważniejsze, że wszyscy cali. Poza tym przejrzystość wody była beznadziejna jak na tę porę roku. Znów nie tak jak trzeba. Teza o fatum, zaczyna mi się potwierdzać. Jak pech to pech.
Po wyjściu z wody, Bramson wykręcił jeden z automatów i zauważył, że otwór I stopnia jest cały w smarze. Odkręcił lekko zawór butli i razem z powietrzem, wylatywał czarny smar, którego nazbierało się całkiem sporo, zasłaniając całą ściankę przy końcu gwinta. Nie zacytuję togo co poleciało pod adresem serwisu. Zawór był dzień wcześniej serwisowany razem z butlą. Na szczęście nic się stało. Jak pech, to pech...
Zapakowaliśmy sprzęt i z zachowaniem wyjątkowej ostrożności wróciliśmy do hotelu. Byliśmy już przygotowani nawet na uderzenie komety. Po powrocie poszliśmy na obiado - kolację w knajpce, która w całej Gdyni słynie z dobrego jedzenia. I co? I Cegła się zatruł. Jak pech, to pech. Dobrze, że następnego dnia było już z nim ok.
Następnego dnia rano, bezkolizyjne śniadanko, pakowanie i wyjazd do przestani jachtowej. Na miejscu czekali już chłopaki z Trójmiasta, a Hestia zawijała do portu. Po przywitaniu, załadowaliśmy sprzęt i wyjście. Z względu na różny poziom uprawnień nurkujących, zaplanowaliśmy Delfina i Groźnego. W drodze na Delfina pojawił się problem z silnikiem. Jeden cylinder nie działał. Było to pierwsze wyjście po remoncie silnika, więc takie rzeczy się zdarzają. Jurek zdecydował, że popłyniemy do Delfina i wracamy. Jedynie wracając, możemy zrobić Torpedownię. Ok., jak trzeba, tak zrobimy.
Ja z Cegłą wchodziliśmy jako pierwsi i miałem przycumować statek do wraku. Jak spadłem to trafiłem gdzieś obok. Już się bałem, że nie znajdę i będzie straszny wstyd. Ale pokręciłem się dookoła i trafiłem na Delfinka. Uff. Obciachu nie będzie. Przejrzystość 3 metry i wyczuwalny prąd. Płynę, żeby złapać liną za coś solidnego, aż czuję opór na linie. Prąd powolutku znosi statek. Uwiązałem koniec linki do najbliższej drewnianej poprzeczki i patrząc na solidność tego, miałem mieszane uczucia, a lina była już napięta. Płyniemy z Cegłą dookoła wraku i słyszę, że Hestia zaczyna manewrować. Fuck, lichy węzełek puścił. Trudno, jak pech, to pech. Sprawdziłem czy sięgam do zaworów, spodziewałem się już wszystkiego. Na Delfina, zaczęło schodzić coraz więcej nurków, a coraz mniej było widać. Po 40 minutach tak bardzo zmarzły mi ręce, że zdecydowaliśmy się wychodzić. Wyszliśmy. Prawa dłoń aż piekła od zimna. To właśnie w tym prawym pierścieniu zostawiłem manszetę, żeby sprawdzić czy jest odczuwalna różnica w sposobie montażu suchych rękawic z manszetą i bez. Oczywiście poczułem to już drugi raz, że różnica jest ogromna. Zdecydowałem, że po powrocie do domu, żegnam się z moją prawą manszetą no i trzeba spróbować argonu do suchacza.
Na pokładzie Hestii wymowne spojrzenie Liska w moją stronę, no i moja skrucha za nieudane uwiązanie statku... Ale jak pech, to pech.
Do domu udało nam się wrócić bez większych przygód. Po godzinie 24.00 wjechaliśmy do śpiącej już Warszawy. Skoro weekend już minął to może i to fatum też. Czasem bywa tak, że morze Cię nie chce i lepiej zostać w domu.
Pomimo tego pecha weekend był jednak super. Wspólnie z przyjaciółmi spędziliśmy kolejne przygody, które długo będziemy wspominać. Bo przecież tak naprawdę o to właśnie w tym sporcie chodzi.

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Nasze foto

okiem_cegly_7_20090624_1603279041.jpg

ekologia

news

Kursy

1Marcin Chochorowski - Chochor
Kursy nurkowania technicznego:

 

Chochor wyszkoli Cię na podstawie własnej wiedzy, doświadczeń w oparciu o standardy TDI. Chochor jest jednym z najgłębiej nurkujących Polaków, więc wie co robi.
Zapisy i info:
chochor@techdive.pl lub telefoniczne +48503353348 .
Kursy trimixowe są organizowane - w trybie indywidualnym.

Wywiad z Chochorem w Radio PIN

- Blog Chochora -  Życie instruktora

- Blog Golasa - Życie w Ukrainie

Wyjazdy

Rozpoczęliśmy współpracę z CN Nautica w Wawie, gdzie Chochor jest odpowiedzaolny za część związaną z nurkowaniem technicznym.

toplogo

Reklama

Nasz kalendarz

<<  Wrzesień 2009  >>
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
   1  3  4  5  6
  7  810111213
141517181920
212224252627
2829    

Wyszukiwarka

Logowanie



We have 18 guests and 0 members online
No users online.
All rights reserved © Copyright www.techdive.pl
Wszelkie prawa do publikowania, prezentowania, innego wykorzystywania materiałów i zdjęć zastrzeżone. W sprawie wykorzystania informacji i zdjęć wymagany jest kontakt - info@techdive.pl
For questions about this website or photos, please email info@techdive.pl