Techdive
TechdiveMapa WitrynyKontakt
Newsletter
Relacja z wyjazdu na nurkowania w bazie Polarny Krąg nad Morzem Białym Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
Piątek, 22 Maj 2009 06:27

morze biale

Pomysł wyjazdu w tamte rejony urodził się kilka lat temu. Kiedy przeglądałem rosyjskie strony internetowe o nurkowaniu trafiłem na stronę Klubu Podwodnego Moskiewskiego Uniwersytetu. Wtedy poczytałem sobie o ich nurkowaniach na Północy, w Morzy Białym, Barentsa, o ekspedycjach na Biegun Północny i Antarktydę. Właśnie wtedy zdecydowałem, że muszę poznać tych ludzi i zanurkować na Północy. Chciałem sam przekonać się jak tam jest i co to jest prawdziwa Północ.

 

W końcu udało się. Pojechaliśmy do Rosyjskiej Bazy Nurkowej "Polarny Krąg" (Paliarny Krug) nad Morzem Białym. Baza, jak sama nazwa wskazuje znajduje się dokładnie na przecięciu linii Kręgu Polarnego z zachodnią linią wybrzeża Morza Białego.

Najpierw, zaplanowałem najwygodniejszą pod względem czasowym i kosztowym trasę. Wyruszyliśmy z Warszawy do Kaliningradu samochodem, później z Kaliningradu do St. Petersburga samolotem, a z Petersburga na Polarny Krąg minibusem.


Tatiana i Konstantin - właściciele sklepu i biura Wodny Mir i Sergiey, ja i Wojtek

Gdy dojechaliśmy na miejsce był środek nocy. W bazie powitała na sympatyczna Rosjanka - Natasza - instruktor nurkowania, która pracuje w bazie od samego początku - czyli 7 lat. Moje pierwsze pytanie - Czy będą zorze polarne?! - Na to Natasza pokazała niebo nad nami i zobaczyłem piękne kształty tańczące po rozgwieżdżonym niebie.
Zabraliśmy rzeczy z busa i zakwaterowaliśmy się w przytulnym, ciepłym, drewnianym domku. Pierwszego dnia śniadanie było zaplanowane wyjątkowo późno - na 10.00 a wyjazd z bazy miał być o 12.00. Rano przyjechała do bazy piętnasto osobowa grupa nurków z Anglii i razem mieliśmy nurać.

Pierwszego dnia odbyło się zapoznanie wszystkich z zasadami organizacji nurkowań, zwiedzanie bazy i zapoznanie z całą ekipą.
Baza zbudowana jest w lesie nad malowniczą zatoczką i składa się z kilku domków i zabudowań gospodarczych, zbudowanych z bali drewnianych.
Wszystkie pomieszczenia kwater wykonane są w standardzie, do którego nie można mieć najmniejszych zastrzeżeń. Wszędzie widać było wzorową czystość i porządek. Nasze pokoje były sprzątane codziennie. W głównym budynku znajdowała się jadalnia i ogólny pokój dzienny, był tekże dostęp do telefonu satelitarnego i satelitarny hot spot internetowy. O każdej porze w jadalni była możliwość przygotowania sobie herbaty, kawy, poczęstowania się ciastami domowego wypieku i owocami.

W oddzielnym budynku znajdowała się sprzętownia, gdzie można było rozwiesić do suszenia skafandry, automaty, podładować latarki. Wszystko tak zaprojektowane, że pomimo obecności prawie dwudziestu nurków był porządek, nic nie ginęło i nikt nikomu nic nie zalewał.

Zwróciłem uwagę na buty jakich używała obsługa. Były to solidne, wysokie gumiaki z potężną podeszwą podkutą kolcami i grubą filcową wkładką. Spojrzałem na moje botki, które wyglądały przy tamtych jak damskie pantofelki. Od razu zapytałem się czy mają jeszcze takie buty. Nie było najmniejszego problemu. Mają nie tylko buty lodowe do wynajęcia, ale również każdy element sprzętu łącznie z pełną rozmiarówką nowych neoprenowych suchaczy Aqualunga i ogrzewaniem elektrycznym.

Po śniadanku, odprawie i zwiedzaniu bazy w końcu zbliżała się godzina wyjazdu na lód. Przed głównym budynkiem zaczęły się ustawiać w rzędzie skutery śnieżne z przyczepionymi saniami dla ludzi i sprzętu. Punktualnie o umówionej godzinie wszyscy siedzieli w saniach i karawana skuterów śnieżnych ruszyła.

Jechaliśmy głównie wzdłuż brzegów zamarzniętego Morza Białego. Jakoś niekt nie pytał dlaczego to Morze nazywa się Białe - wystarczyło popatrzeć przed siebie.
Po kilkunastu minutach jazdy wjechaliśmy na otwartą przestrzeń. Miałem świadomość tego, że jedziemy po zamarzniętym morzu, ale wrażenie było takie jakbyśmy jechali przez zasypane śniegiem pola. Zobaczyliśmy wysepką a obok miejsce gdzie znajdowała się nasza baza na lodzie.

Baza lodowa składała się z 12 domków na płozach. Każdy domek był ocieplony i ogrzewany piecykami gazowymi. W środku bez problemu mogło przebywać do czterech nurków. My mieliśmy cały domek tylko do naszej dyspozycji.
Przed ustawionymi w rzędzie domkami stały sanie z pełnymi butlami i ze skrzynią z balastem. W domku, przygotowaliśmy sobie sprzęcik, balast, jeszcze kilka słów odprawy z Nataszą, która miała robić z nami check dive i po chwili usłyszeliśmy za ścianą naszego domku skuter. Do naszego domku zajrzał Aleksej - ogromne chłopisko o uścisku dłoni niedźwiedzia - zapytał czy wszystko ok. i czy możemy jechać? Po czym podczepił nasz domek do skutera i przewiózł nas z całym domkiem do przerębla, gdzie mieliśmy nurkować.

No i w końcu nasze pierwsze nurkowanie w Morzu Białym. Pierwszego dnia zawsze odbywa się check dive. Bez względu na to czy jesteś instruktorem, czy dopiero zacząłeś nurkować, musisz zejść pod wodę z instruktorem z bazy i wykonać kilka ćwiczeń takich jak wymiana automatów, oddychanie z zapasowego automatu partnera, postępowanie w przypadku luźnej bądź leżącej liny itp.

Wskoczyliśmy do przerębla, sprawdzenie liny asekuracyjnej i zanurzenie. Zaraz pod wodą mieliśmy wykonać tzw stop check - czyli sprawdzenie automatów i powietrza tuż pod powierzchnią lodu - to również obowiązkowa procedura znacznie zwiększająca bezpieczeństwo.
Pierwsze wrażenie po zanurzeniu to przejrzystość wody. Pomimo tego, że woda ma ciemnawy odcień to jest doskonale przejrzysta. Przez śnieg i lód przebijała wystarczająca ilość światła i nie było konieczności włączania latarki. Miejsce było dość płytkie - stok o bardzo delikatnym nachyleniu a dno na całej powierzchni pokryte było Morską Kapustą. W połączeniu ze światłem nierównomiernie przebijającym przez lód dawało to piękny pejzaż podwodnej łąki.

Żałowałem, że nie mam takiego aparatu którym mógłbym to sfotografować - nasz pożyczony soniaczek nie mógł tego uchwycić. Pływaliśmy nad krzakami Morskiej Kapusty zauważając coraz więcej miejscowych, podwodnych mieszkańców - kraby, rozgwiazdy, krewetki i inne żyjątka, których nazw nawet nie znam. Po 30 minutach pod wodą moje dłonie tak okropnie zmarzły, że ledwo poruszałem palcami. Trzeba wychodzić. Moje pięciopalczaste neoprenowe rękawice były do niczego. Przy temperaturze wody -2 stopnie nie ma żadnych kompromisów. Musiałem wypożyczyć sobie z bazy trzypalczaste rękawice. Żałowałem że nie oddałem suchacza do wmontowania suchych rękawic.

Pierwszego dnia zazwyczaj przeprowadza się jedno nurkowanie. Wszyscy są zwykle zmęczeni po podróży itp. więc nikt nie pali się do drugiego nurkowania.
Po powrocie do bazy czeka już na nas tradycyjna Russkaya Bania.
W Rosji Bania to rytuał - sposób spędzania czasu, odprężenia i integracji. Tradycyjna Russkaya Bania jest oczywiście koedukacyjna i wielkim nietaktem jest chowanie się pod ręcznikami itp. Żałowaliśmy troszkę, że nasza ekipa to same chłopy ;-) W Bani były cztery pomieszczenia. W każdym kolejnym pomieszczeniu zwiększała się temperatura, a tam gdzie znajdował się piec było około 100 stopni. Zastanawiałem się co na to nasze ciało - bądź co bądź nasycone azotem. Ale podczas nurkowań nawet nie ocieraliśmy się o deko. Tak sobie to wytłumaczyłem, bo nie mogłem oprzeć się pokusie wygrzania się w Bani po dwóch nurkach dziennie, więc byliśmy tam stałymi bywalcami do końca wyjazdu.

Przed każdym nurkowaniem, szef bazy Misza Safonof, zawsze przeprowadza bardzo dokładny briefing. Dokładnie omawia wszystkie szczegóły nurkowania, kolejności nurków, supportu. Skutkuje to perfekcyjną organizacją. Profesjonalizm organizatorów przejawiał się przez cały nasz wyjazd. Gdy przyjeżdżaliśmy rano na lód, piecyki w domkach były odpalone i było ciepło i sucho, pomiędzy nurkowaniami była zawsze gorąca zupa, kawa, herbata, kanapki. Obsługa momentalnie odbierała puste butle i zawsze były przygotowane pełne. Powietrze w butlach było czyste i suche.

Każde nurkowanie zaskakiwało czymś innym. Ogromne wrażenie zrobiła na nas potężna skała, całkowicie porośnięta miejscowymi koralami, ukwiałami a wszystko to w przepięknych kolorach, pomarańczowym, żółtym, czerwonym, fioletowym.
Pięknym miejscem była skalna ścianka, gdzie tworzyły się formacje spiętrzonych brył lodu, powstających poprzez działanie przypływów i odpływów. Ogromne bloki lodowe łamały się podczas odpływów, a podczas przypływów lodowa tafla piętrzyła połamane wcześniej bloki.

Pod koniec tygodnia lód stawał się coraz słabszy. W miejscach silnych prądów lód topniał całkowicie a na brzegach zaczęły pojawiać się foki.

Czas na Polarnym Kręgu minął niemiłosiernie szybko. Nadszedł moment wyjazdu.
W Petersburgu zatrzymaliśmy się na jeden dzień, żeby przynajmniej pobieżnie zwiadzić miasto. I żałujemy, że byłiśmy tam tylko jeden dzień. To jest tak piękne miasto, że opisanie tego co pobieżnie zwiedziliśmy przekracza moje skromne pisarskie możliwości. Transport, zwiedzanie Petersburga i hotel organizował nam Kostia Bondarianko - właściciel dużego sklepu nurkowego. Kostia okazywał nam troskę i pomoc podczas całego wyjazdu i serdecznie mu za to dziękujemy. Wszyscy Rosjanie z którymi mieliśmy kontakt okazywali nam wyjątkową serdeczność i uprzejmość. Wojtek stwierdził, że wiele słyszał o rosyjskiej gościnności, ale to z czym się spotkaliśmy, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania.

Okres nurkowań podlodowych na Morzu Białym to jedynie dwa miesiące - luty i marzec. Tylko wtedy lód jest tak gruby, że można organizować nurkowania. W przyszłym roku, również planuję pojechać do nich, być może z większą ekipą, więc piszcie proszę jeżeli zdecydujecie się na wyjazd - miejsca trzeba rezerwować już teraz. Tego typu wyjazd jest naprawdę PRZYGODĄ ŻYCIA!

Zastanawiam się jak jest tam latem - bo baza czynna jest cały rok. Na brzegu czekały na roztopy dwa potężne riby z podwójnymi silnikami. Wojtkowi tak się podobał nasz wyjazd, że chce planuje przyjechać tam latem z całą swoją rodzinką.

Wrażenie po tym wyjeździe pozostało jedno. Przekonaliśmy się co to są prawdziwe podlodowe nurkowania, zweryfikowaliśmy własną wiedzę na ten temat. Mogę wysnuć odważne stwierdzenie, że nie mamy w Polsce takich specjalistów od nurkowań podlodowych jak Misza Safonow ze swoją ekipą - oni naprawdę wiedzą jak to się robi. Ci goście organizowali dwie wyprawy na Biegun Północny i co roku organizują wyprawy na Antarktydę. Dużo się od nich nauczyliśmy.
Pomimo, że wyjazd nie był tani, ale nie żałuję ani jednego dolara wydanego na ten wyjazd, a z pewnością wrócę tam jeszcze raz.


Misza Safonov (z lwej) i jego ekipa

Poznaliśmy wspaniałych ludzi, widzieliśmy piękne miejsca - przeżyliśmy niezapomnianą przygodę i mamy zalogowane nurkowania na Polarnym Kręgu!
Warto było! A Ci co nie byli niech żałują!


Pozdrawiam

Andrzej Golka - Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Pragnę podziękować chłopakom z Trytona za serwis automatów, które działały bez jakichkolwiek problemów.

Sprzęt:
Zasadniczym moim automatem był Poseidon Jetstream a drugim Apex TX40 - działały idealnie.
BCD Technisub Taurus, za który dziękuję ekipie Ocean Pro. Jackecik doskonale leży na plecach - nurkowania były tylko z jedną butlą (co w zupełności wystarczało), więc nie trzeba było taszczyć ze sobą płyty i skrzydła.
Suchacz Gates CBX450pro, ale tu muszę powiedzieć, że na tym wyjeździe z zazdrością patrzyłem na gości w neoprenowych sucharach - stwierdziłem, że trzeba będzie zacząć odkładać na neoprena.
Ocieplacz - Typhoon - rewelacyjny komfort cieplny - po prostu produkt Typhoona...
Rękawice neoprenowe pięciopalczaste Scubapro Kevlar - kompletnie się nie sprawdziły, nigdy w życiu mi tak ręce nie zmarzły.

Bardzo dużą rolę w takich warunkach odgrywa odzież wierzchnia. Temperatura powietrza była w granicach około -8 stopni. Ze względu na bardzo suche powietrze, mrozu prawie się nie odczuwa. Oczywiście prawie, to znaczy jak nie wieje, jak zaczyna wiać - to aż kości bolą. Przed wyjazdem zaopatrzyłem się w ubrania u Małachowskiego w konfiguracji lekkiej puchuweczki (którą gorąco polecam - tzw.: sweter puchowy) w komplecie z kurtką membranową. Sprawdziło się to rewelacyjnie. No i polecam także bieliznę Małachowskiego - pod suchacze rewelacja

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Nasze foto

okiem_cegly_15_20090624_1345824643.jpg

ekologia

news

Kursy

1Marcin Chochorowski - Chochor
Kursy nurkowania technicznego:

 

Chochor wyszkoli Cię na podstawie własnej wiedzy, doświadczeń w oparciu o standardy TDI. Chochor jest jednym z najgłębiej nurkujących Polaków, więc wie co robi.
Zapisy i info:
chochor@techdive.pl lub telefoniczne +48503353348 .
Kursy trimixowe są organizowane - w trybie indywidualnym.

Wywiad z Chochorem w Radio PIN

- Blog Chochora -  Życie instruktora

- Blog Golasa - Życie w Ukrainie

Wyjazdy

Rozpoczęliśmy współpracę z CN Nautica w Wawie, gdzie Chochor jest odpowiedzaolny za część związaną z nurkowaniem technicznym.

toplogo

Reklama

Nasz kalendarz

<<  Grudzień 2008  >>
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
  1  2  3  4  5  6  7
  8  91011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukiwarka

Logowanie



We have 26 guests and 0 members online
No users online.
All rights reserved © Copyright www.techdive.pl
Wszelkie prawa do publikowania, prezentowania, innego wykorzystywania materiałów i zdjęć zastrzeżone. W sprawie wykorzystania informacji i zdjęć wymagany jest kontakt - info@techdive.pl
For questions about this website or photos, please email info@techdive.pl