Techdive
TechdiveMapa WitrynyKontakt
Newsletter
Wraki Północnej Karoliny Drukuj Email
Wpisany przez Ulak   
Sobota, 30 Styczeń 2010 15:38

hatteras_light

W Outer Banks, w Północnej Karolinie, odkryłam raj dla miłośników nurkowania na wrakach! Wyobraźcie sobie, że wzdłuż tych wysp zatopionych jest ich tysiące.


Grzechem byłoby nie wykorzystać możliwości jakie daje praca w Ameryce i darmowe bilety na ten kontynent. Na Zatoce Meksykańskiej wykonuję badania ssaków morskich – głównie kaszalotów, o których pisałam w czerwcowym numerze „H2O”. Po kolejnym pięciotygodniowym rejsie postanowiłam

dune_sunset

zostać na kilka tygodni i zwiedzić trochę Amerykę Północnej. Chwilę pozwoliłam swoim oczom nacieszyć się widokiem pięknych zielonych terenów, w które bez wątpienia obfituje krajobraz stanu Virginia i już po dwóch dniach byłam gotowa do rozpoczęcia podróży „po kontynencie”.

Celem moim było przed wszystkim zasmakowanie kąpieli w wodach otwartego oceanu.

Z Virgini wraz z moim amerykańskim przewodnikiem udałam się wprost do Północnej Karoliny gdzie wzdłuż wschodniego wybrzeża Atlantyku rozciąga się pazur lądu zwanego Outer Banks. To coś w podobie naszego Helu... tylko ma jakieś 130 mil długości. Dokładniej mówiąc jest to łańcuch wysp barierowych – oddzielających ląd Północnej Karoliny do  Atlantyku. Między stałym lądem a wyspami i pomiędzy samymi wyspami podróżuje głównie się promami. To właśnie na tych wyspach natura zbudowała największe wydmy na wschodnim wybrzeżu Ameryki Północnej. To  ponad 30 000 akrów chronionych obszarów Cape Hatteras National Seashore.  A środowisko wodne to prawdziwe bogactwo flory i fauny oceanicznej zamieszkującej toń wodną i dno morskie o niezwykłym ukształtowaniu obfitującym w ogromne podwodne wały piaskowe.

To co mnie najbardziej urzekło to wielkie bezludne plaże z oznaczonymi chronionymi terytoriami gdzie nocą przypływają żółwie morskie aby zakopać swoje nienarodzone potomstwo. Idąc za dnia plażą obserwuje się dziesiątki otworów w piasku – to robota krabów, które są tak szybkie, że nie sposób je dogonić – próbowałam!

turtle_nest_site1

Jeśli myślicie, że Outer Banks to tylko plaża i lenistwo to bardzo się mylicie. Są tu doskonałe warunki do surfingu, windsurfingu i kite boardingu. Potrafi naprawdę mocno wiać, a fale przyprawiają o szybsze bicie serca surfujących nowicjuszy takich jak ja. Na wszystkich wyspach rozsypane są małe porty a tam zacumowane łodzie – prywatne i do wynajęcia dla zapalonych wędkarzy. Od razu widać, że jest to tutaj bardzo popularne. Po wszystkich miasteczkach krążą duże auta, zazwyczaj pick up’y,  z wielkimi wystającymi „wędziskami”.  Możliwe jest też łowienie z plaży, bo w zagłębieniach pomiędzy podwodnymi wałami jest bardzo dużo ryb.

Może surferem jestem początkującym, ale płetwonurkiem całkiem już zaawansowanym i właśnie w Outer Banks odkryłam raj dla miłośników nurkowania na wrakach! Wyobraźcie sobie, że wzdłuż tych wysp zatopionych jest ich podobno tysiące. Ile tych tysięcy ? – nie udało mi się dowiedzieć. Jedni mówią, że około dwóch tysięcy, inne źródła donoszą, że trzy, jeszcze inne – sześć. W sumie nie taka ważna jest ilość co rozwiązanie zagadki jak to możliwe, że jest ich aż tak dużo i co jest powodem ich zatonięć.

Przez wieki, najpierw drewniane statki towarowe, potem nowoczesne jednostki ze stali rozbijały się i tonęły. Jest to niemal tak mistyczne miejsce jak Trójkąt Bermudzki, a stare przekazy donoszą o syrenach, które swoim śpiewem hipnotyzowały marynarzy. Jednak racjonalnym wytłumaczeniem większości katastrof były złe warunki atmosferyczne – deszcz i gęsta mgła, które ograniczały widoczność, ale przede wszystkim wyjątkowo silne prądy, które spychały statki na mieliznę lub podwodne wały piaskowe. Bo na tym obszarze spotykają się dwa wielkie prądy oceaniczne - zimny prąd labradorski z północy i ciepły Golfsztrom z południa. Ścieranie się tych prądów powoduje turbulencje powietrza co w rezultacie wywołuje nagłe zmiany pogody i sztormy nie do przewidzenia. Natura zebrała żniwo w postaci żaglowców zwłaszcza w na przełomie XVIII i XIX wieku kiedy to w czasach największego rozkwitu transportu morskiego, statki dysponowały bardzo prostymi urządzeniami nawigacyjnymi. Nurkując zatem na wrakach Północnej Karoliny warto wziąć pod uwagę aspekt historyczny eksplorowanych przez nas obiektów. A o to Amerykanie zadbali, trzeba przyznać z pełnym szacunkiem. Udało mi się znaleźć kilka przewodników po wrakach tego rejonu z dokładnym opisem jednostek i dokumentacją fotograficzna. Na widok mapy z zaznaczonymi miejscami spoczynku wraków na dnie – oniemiałam – jest ich tak dużo! Ponadto niedawno na jednej z wysp otworzono Muzeum Wraków. Jak tylko się o tym dowiedziałam, postanowiłam, że musze to zobaczyć. Budynek, w którym mieści się muzeum, wygląda jak szkielet statku – czyli zapowiedź czegoś bardzo interesującego w środku. Niestety zwiedzanie wnętrza trochę rozczarowuje. Muzeum ma jeszcze bardzo ubogie zbiory i ciekawie to tam będzie pewnie za kilka lat. Natomiast z pewnością rozczarowaniem nie był widok  na ocean jak już wdrapaliśmy się po wąskich i krętych schodkach na jedną z licznych latarń morskich. Zabiera to trochę czasu i energii, ale widoki są imponujące. Przekonałam się o tym zdobywając szczyt jednej z nich, w  miejscowości Buxton – ta podobno jest najwyższa w całych Stanach Zjednoczonych!

Nie byłabym sobą gdybym nie zakosztowała lokalnych przysmaków. W Outer Banks są nimi oczywiście owoce morza, mniam! Na jednej z wysp – Ocracoke,  urządziliśmy sobie prawdziwą krewetkowa ucztę. Wyspa ta należy do wspominanego wcześniej Cape Haterras National Seashore i można się na nią dostać tylko promem.  Podróż taka trwa 30 minut i już po chwili rozciąga się przed nami cienki pasek drogi otoczonej po obu stronach przez długie kilometry wydmowym krajobrazem. Zatrzymaliśmy się, wdrapaliśmy  na wydmę, a tam na całej długaśnej plaży nic poza szumem fal, wielkimi muszlami wyrzuconymi przez ocean i tabliczką informującą o miejscu składania jaj przez żółwie.  Po dotarciu do cywilizacji, którą tutaj tworzą małe domki z wielkimi werandami, kilka lokalnych sklepów i port, w którym to właśnie zamówiliśmy wspomniane wcześniej smakowite krewetki. Na Okracoke jest nieduża latarnia morska, której niestety nie można zwiedzać w środku. Wyspę opuszczaliśmy późnym popołudniem, płynąc promem o zachodzie słońca w towarzystwie rozwrzeszczanych mew i Brązowych Pelikanów.

Czy potrzeba więcej aby przekonać Was do odwiedzenia tego raju na ziemi? Ja już planuję jak upchnąć cały sprzęt nurkowy do mojego marynarskiego bagażu przed kolejnym rejsem na Zatokę Meksykańską i wybrać się` do Outer Banks tym razem tylko na wraki .

Autor: Ula Copeland

Artykuł ukazał się w 2008 roku w miesięczniku "H2O".

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Nasze foto

okiem_cegly_37_20090624_1630294143.jpg

ekologia

news

Kursy

1Marcin Chochorowski - Chochor
Kursy nurkowania technicznego:

 

Chochor wyszkoli Cię na podstawie własnej wiedzy, doświadczeń w oparciu o standardy TDI. Chochor jest jednym z najgłębiej nurkujących Polaków, więc wie co robi.
Zapisy i info:
chochor@techdive.pl lub telefoniczne +48503353348 .
Kursy trimixowe są organizowane - w trybie indywidualnym.

Wywiad z Chochorem w Radio PIN

- Blog Chochora -  Życie instruktora

- Blog Golasa - Życie w Ukrainie

Wyjazdy

Rozpoczęliśmy współpracę z CN Nautica w Wawie, gdzie Chochor jest odpowiedzaolny za część związaną z nurkowaniem technicznym.

toplogo

Reklama

Nasz kalendarz

<<  Listopad 2003  >>
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
       1  2
  3  4  5  6  7  8  9
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Wyszukiwarka

Logowanie



We have 28 guests and 0 members online
No users online.
All rights reserved © Copyright www.techdive.pl
Wszelkie prawa do publikowania, prezentowania, innego wykorzystywania materiałów i zdjęć zastrzeżone. W sprawie wykorzystania informacji i zdjęć wymagany jest kontakt - info@techdive.pl
For questions about this website or photos, please email info@techdive.pl