Techdive
TechdiveMapa WitrynyKontakt
Newsletter
Wyjazd na majówkę 2007 do BU - NORGE Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
Piątek, 22 Maj 2009 06:32

DSC00320Kwiecień był dla mnie przełomowy w mojej karierze zawodowej i w pewnym sensie w życiu osobistym również. To właśnie w kwietniu zapadła w końcu decyzja Prezesa firmy w której pracuje, ze wysyłają mnie na Ukrainie na rok. Planowany od pół roku wyjazd do Norwegii na weekend majowy był pod dużym znakiem zapytania. Podjąłem decyzję, że najlepiej będzie zrezygnować z wyjazdu i nie jechać. Ekipa chętnych do wyjazdu do Bu w Norwegii jeszcze nie zapłaciła ani grosza, więc mogli się wycofać. I tak też było. Gdy dowiedzieli się, że nie jadę i chcę przekazać komuś innemu organizację wyjazdu, zaczęli się powoli wykruszać. Dzwoniłem do znajomych instruktorów w całej Polsce i wszyscy, co nie dziwi, mieli już wyjazd majowy zaplanowany.

 

Galeryjka z wyjazdu

 

No to jest problem. Miałem rezerwację na dwa domy w Bu dla 20 osób od września 2006. Jeżeli nawalę podważę swoją reputację i wiarygodność. Nie, tak być nie może - pomyślałem. Zadzwoniłem z tym problemem do mojego przyszłego szefa. Zapewnił mnie, że nie ma problemu, żebym jechał. Na Ukrainie też jest majówka i nic w tym czasie się nie dzieje.

DSC00790Ok. No to trzeba organizować ekipę. Wojtek Roszkoś, podtrzymywał mnie na duchu, oferując swoją pomoc w organizacji. Rozesłałem maile, smsy, wykonałem chyba tysiąc telefonów i ekipa zaczęła się tworzyć. W sumie było 15 osób w trzech busach w tym jeden ekipy oceanexplorers Czarka Abramowskiego. Połowa ludzi znała się od lat, druga połowa nigdy w życiu się nie widziała. Trochę się obawiałem tego, że niektórzy mogą się nie zintegrować. Przecież niektórych w ogóle nie widziałem na oczy. Czy w ogóle potrafią nurkować? Jak mawia moja zaprzyjaźniona instruktorka - Jak są problemy nie do rozwiązania to trzeba je zostawić, żeby się rozwiązały same. Więc nie zawracałem sobie tym głowy. Na pokładzie mojego busa oprócz dwóch przeuroczych kobietek - Zosi i Karoli, które były ozdobą całego wyjazdu, miałem Szczecina z mnóstwem szpeju i Wojtka. Pozbierałem całe towarzystwo i zjechaliśmy się samochodami do Oceanexplorers. Troszkę rzeczy przepakowaliśmy, część oddaliśmy chłopakom w pozostałych autach i jakoś dało się jechać. Bus przestał dobijać na każdej nierówności.

Wyruszyliśmy po 2.00. Wybraliśmy trasę z Karlskrony przez Szwecję i Norwegię. Drogę przez Danię znaliśmy, więc chcieliśmy przetestować nową. Chyba nie zdawaliśmy sobie sprawy na co się porywamy. Do Gdyni spokojnie dojechaliśmy na czas. Zabraliśmy dwóch kolegów z Trójmiasta i ekipa była w komplecie. No to - Do wozów! - i z tą komendą ruszyliśmy na terminal. Na promie wykupiliśmy sobie kajuty i po nieprzespanej nocy spaliśmy jak zabici. To nam naprawdę dobrze zrobiło. Przed nami czekało jeszcze 1100 kilometrów. W Karlskronie byliśmy około 20.00. O 21.00 jechaliśmy równymi szwedzkimi drogami na północ. Zachodzące słońce rozświetlało ciepłym światłem krajobrazy po naszej lewej stronie. Czuliśmy się jak w scenerii jakiejś romantycznej pocztówki. Kilka razy nawet się zatrzymaliśmy się tylko po to, żeby nacieszyć wzrok otaczającym pięknem.
Po całonocnej jeździe, nad ranem dojeżdżaliśmy do Oslo. Jechało się super, choć wykańczały nas ograniczenia prędkości. Po Skandynawii jeździ się po prostu wolno. Przy pokonywaniu długich tras, trzeba się nastawić, że podróż będzie po prostu długa. W Norwegi fotoradary rozstawione są co kilka kilometrów, a mandaty za przekroczenia prędkości są bardzo wysokie.

Norwegia przywitała nas przepięknym porankiem, choć w nocy było dość chłodno. Słoneczna pogoda towarzyszyła nam już do końca wyjazdu. Z nadzieję patrzyłem co chwila na licznik. Do celu pozostało 350km. Nagle poczułem, że samochód dziwnie się zachowuje. Czarek przez radio oznajmił, że chyba złapaliśmy gumę. Zjechaliśmy na stację. Szybka wymiana. No i jak to w Polsce bywa - jeden pracuje a 10 -ciu się przygląda i robi sobie jaja. Zapas nie był zbyt pewny, więc uprzejma Norweżka podjechała z nami do czynnego w niedzielę serwisu. Równie przemiły Norweg naprawił gumę nie chcąc nawet za to pieniędzy. Więc odwdzięczyliśmy się czteropakiem Tyskiego. Zresztą ku jego nieskrywanej uciesze.

DSC00125No to - Do Wozu! - I znów trasa. Pozostało już tylko tyle co na Hańczę. Wszyscy już mieliśmy dość tej drogi. Choć im bliżej do Bu, tym bardziej byliśmy wynagradzani krajobrazami. Gdy przejeżdżaliśmy przez most, przerzucony przez przepiękny fjord, zapomnieliśmy o wszystkich trudach podróży. Wszystkim po prostu opadły kopary i nikt nie narzekał, że długo i daleko. Dojeżdżając do celu, zacząłem rozpoznawać te przepiękne miejsca, które odwiedziłem 6 lat temu. Wtedy obiecałem sobie, że na pewno wrócę w to miejsce. Teraz obiecałem sobie, że będę tu wracać wiele razy. W końcu upragniony koniec podróży.

Dojechaliśmy do Bu. Gdy wszyscy wysiedli z busów, zaniemówili z wrażenia. Wszyscy byli po prostu zachwyceni tym co zobaczyli. Miałem plan, żeby w dzień przyjazdu zanurzać, ale byłem tak zmęczony, że postanowiłem upić się dwoma butelkami piwa i paść ze zmęczenia.

Następnego dnia w końcu upragnione nurkowanie. Każdy zna swoją rolę i wie z kim nurkuje. Cegła rządził w sprężarkowi i dzięki niemu i Szymkowi butle przez cały nasz pobyt były zawsze pełne. Ja nurkowałem na zmianę z Zofką i Karolcią. Jeszcze przed wyjazdem chciały jedynie spróbować jak to jest w suchaczu a przez cały wyjazd robić tzw nic. I nic im z tego nie wyszło. Tak strasznie się napaliły na nurkowanie, że szczerze żałowały, że nie mają drugiego suchacza, żebyśmy mogli nurać razem. Pierwsze nurkowano prawdę mówiąc mnie trochę zmartwiło, bo widoczność nie była taka jakiej oczekiwałem. Dziewczyny i tak na to nie zwróciły uwagi bo tak bardzo były przejęte nowym sprzętem. Już po pierwszym razie stwierdziły, że suchacz to nic trudnego i chciały jeszcze i jeszcze. Z każdym dniem widoczność się poprawiała a pod koniec wyjazdu było nawet do 20 metrów.

DSC0025903.05.2007 nurkowanie przy klifie na lewo od zatoki Bu.
Wstaję rano pełen werwy i nadziei po niezwykle regenerującym nocnym spoczynku. No i to dało mi pozytywny napęd na poraneczek i cały dzień. Wspólnie ze Szczecinem, Zofką i Wojtkiem, zrobiliśmy sobie pyszną jajecznicę, tościki, do tego wszystkiego dodatki w postaci ogóreczków i takich tam innych smakołyków. Po śniadanku, wskoczyliśmy z Karolą w ocieplacze. Decyzja była taka, żeby płynąć do wysepek archipelagu. A pogoda się przecierała. Mgła, która przesłoniła od wczoraj fjord, nadając mu co prawda, piękny, mistyczny charakter, zaczęła się przecierać. Wojtek, najbardziej doświadczony motorowodniak wśród nas, sprawdził paliwo. Było ? baku. Nie dopłyniemy do archipelagu. Więc płyniemy do klifu na lewo od zatoki Bu. Nie byliśmy tam jeszcze, więc wypłynięcie nabiera charakteru ekspedycji. Przez całą drogę do Bu zastanawialiśmy się, robiąc sobie przy tym niezłe jaja, czy nasz wyjazd to wyprawa, czy ekspedycja. Reklama na tylnej klapie Czarka, która majaczyła przed naszymi oczami przez 110km, mówiła "nauka nurkowania, wyprawy i ekspedycje nurkowe". Więc przez całą trasę zastanawialiśmy się jakie są kryteria wyprawy a ekspedycji. I tak, nasz wyjazd był i wyprawą i ekspedycją i wczasami, nawet z nutką romantyzmu. Poprosiłem Czarka, żeby w dzień naszych ekspedycyjnych nurkowań porobił nam za sternika. Załadowaliśmy sprzęt na plecy i wskoczyliśmy do łódeczki. Jednostka przewidziana na 6 osób, po zabraniu 4 nurków była już dość mocno przepełniona. Podpłynęliśmy za drugi klif, do drewnianych pali, pewnie służących kiedyś za podporę pomostu. Maski na twarz i do wody. Zanim wszyscy wskoczyliśmy do wody troszkę nas zdryfowało, więc podpłynęliśmy wszyscy razem w jedno miejsce i razem się zanurzyliśmy. Szczecin poszedł pierwszy żeby nas sfilmować. Ja z Karolą a Cegła pomiędzy nami a Szczecinem. Stok spadał pod kątem 45 stopni. Dno porastały brunatnice a pomiędzy nimi pływały niewielkie ryby. Na około 4, 5 metrach haloklina wyraźnie odcinała morską wodę od słodkiej, źródlanej wybijającej ze stał. Zielonkawa otchłań spokojnie zapraszała do siebie. Na 19 metrach skończyła się łąka a stok stał się bardziej stromy. Oczom ukazał się olbrzymi masyw pionowo schodzącej w dół ściany. Na 25 metrach zatrzymałem się z Karolą. Sprawdzenie powietrza, spojrzenie głęboko w oczy i pytam czy jedziemy w dół. Karola nie miała nawet cienia niepewności w oczach. Jedziemy. Zaczęliśmy opadać obok monolitu. Zerknięcie na komp, 36 metrów. Dodaję powietrza do suchara. Patrzę na Karolę. Nie zapomina się. Łapka na inflatorze suchara i pompuje krótkimi seriami. Zatrzymujemy się na 40 metrach. Pod nami coś dziwnego. Skała wypłaszczyła się tworząc półkę skalną. Z góry dokładnie było widać jakby wykuty w skale prostokąt, podzielony na dwie części i na jednej z nich od strony brzegu leżał ogromny kamień. Dziwne to. W przyrodzie kształt prostokąta nie występuje. Popatrzyliśmy zdziwieni na siebie z Karolą. Ona też to zauważyła. Ok., czas nagli. Kontrola powietrza, okejki i wynurzamy się bardzo konserwatywnie i spokojnie podglądając przy tym życie krabów, rozgwiazd i innych mieszkańców Morza Północnego. Na 10 metrach posyłam boję do góry. Pomimo, że nie mieliśmy deko zatrzymujemy się na jakieś 5 minut pływając sobie na 5 metrach nad bogatą w życie łąką. Na powierzchni, Czaruś pozbierał nas do łódki. Zdejmując balast, rozrywam na kciuku rękawicę o ostry koniec trytytki.
Moja niechęć do trytytek znalazła potwierdzenie. Ale nie zalało mnie całego tylko rękawicę. Bagaż Szczecina się przydał. Miał tam wszystko, więc i zapasową rękawicę!

norge439Po powrocie, Karola podekscytowana podzieliła się swoimi wrażeniami z Zofką. No i Zosia też tak chciała. Dziewczyny miały jednego suchara na spółkę, więc nurkowałem raz z jedną, a raz z drugą, ku zazdrości pozostałych kolegów. Cóż - warto być instruktorem!

Omówiliśmy sobie co będziemy robić, przyszykowaliśmy sprzęt i do łódeczki. Popłynęliśmy na nowe miejsce, które dość ciekawie zapowiadało się z powierzchni. Klify przy brzegu skalne wyglądają jak jednorodna masa poprzecinane pęknięciami znikającymi w wodzie. Właśnie te pęknięcia nas zaciekawiły. Jak to wygląda pod wodą? Wybraliśmy miejsce, gdzie szczelina była najwyraźniejsza. Skok na plecki do wody, okejki, zanurzenie, check stop - nic nie bąbelkuje. Okejki i zanurzenie. Pod nami szczelina w pionowej skale, w której spokojnie się mieściliśmy zanurzając we dwoje. Było to piękne. Patrząc w górę na otulające nas skały przypomniałem sobie kaniony w Dahab. Patrzę na Zosię, która również świetnie sobie radziła w suchaczu. Jednak jak ktoś jest opływany to nie ma problemu z używaniem suchacza i może odnaleźć przyjemność w nurkowaniu w zimnych wodach.
Choć dziewczyny były strasznie zestresowane strasznymi opowieściami o tym jak nurkowie w suchaczach wystrzeliwują się z wody nogami do góry, zanim się nie przekonały jak prosto jest kontrolować swoją pozycję pod wodą.

Patrzę na Zosię i pytam czy ok. Odpowiada, że ok. Na około 40 metach skały ściany miękko wchodzą w piasek. Na końcu, uwieńczeniem kanionu był ogromny głaz. Zgodnie z planem zatrzymaliśmy się i zrobiliśmy narko-test. Zosia odpowiadała z szybkością błyskawicy. Sam zastanawiałem się czy bym potrafił tak szybko kojarzyć. Ok., przybijamy piątki i patrzymy w dół co tam jest dalej ciekawego. Pod nami na około 50 metrze było widać wyraźnie odcinający się kontur. To była półka skalna. Po wpłynięciu na 45 metr zaczęliśmy wynurzanie. Wychodziliśmy drugim kanionem, który spotykał się na 40m z pierwszym, w którym się zanurzaliśmy. Im wyżej tym więcej krabów i życia. Na 20 metrach znów piękna podwodna łąka. Było wspaniale. Szkoda wychodzić. Ale zimna woda robi swoje. Ręce mi dość mocno zmarzły. Podziwiałem dziewczyny, że nie skarżąc się wytrzymują w neoprenowych rękawicach.

norge672Kolejny dzień nurkowanka za nami.
Jednym z naszych zaplanowanych punktów programu było nurkowanie na wraku. Do miejsca gdzie leży wrak trzeba dojechać autami. Nurkuje się z brzegu a obok pływa prom. Przy slipie, gdzie wchodzi się do wody żeby podpłynąć jakieś 300 metrów do boi nad wrakiem, widnieje ogromna tablica, że nurkowanie jest zabronione. Ale małymi literkami pod spodem jest napisane, że wtedy gdy kursuje prom. Poprosiliśmy o zgodę kapitana promu na nurkowano i nie było problemu - powiedział, że możemy sobie nurkować, jedynie uważając żeby nie wpływać na tor promu. Wrak jak zwykle zafundował nam piękne doznania. Przejrzysta woda, przepiękne ukwiały porastające maszt. Jedyna niewygoda, że trzeba troszkę z płetwy uderzyć, żeby dotrzeć tam i z powrotem.

Pod koniec naszych nurków, troszkę zaczęliśmy gwałcić dobre zwyczaje nurków rekreacyjnych. W Norwegii można polować z kuszą nurkując ze sprzętem scuba i łowić kraby. Więc Czaruś zaczął polować na rybki, a ja z Karolą i Szymkiem zaczęliśmy zbierać kraby. Spędziliśmy pod wodą ponad 60 min. Nie da się ukryć, że było to bardzo ekscytujące, bo kraby, nie były małe i trzeba było uważać, żeby taki nie dziabnął, bo mogło by się to źle skończyć. Ale udało się. Czarek miał z 10kg (albo i więcej) ryb, a my krabów. Kolacji po naszym połowie nie zapomnę nigdy. Smak świeżutkich ryb i krabów nie da się porównać do niczego innego.
Teraz zrozumieliśmy chłopaków ze Śląska, mieszkających w domku obok, którzy przyjechali tam tylko na łowy i wyżerkę.

Czas nieubłaganie zbliżał nas do powrotu do domu. Po spakowaniu sprzętu, rzeczy i wysprzątaniu domków ze smutnymi minami weszliśmy do samochodów i pożegnaliśmy niezapomniane Bu.
Ja, wrócę tam na pewno, żeby przypomnieć sobie chwile szczęścia, które tam przeżyłem i może przeżyć je na nowo.

Andrzej Gołka - Golass

 

 

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Nasze foto

okiem_cegly_49_20090624_2050113769.jpg

ekologia

news

Kursy

1Marcin Chochorowski - Chochor
Kursy nurkowania technicznego:

 

Chochor wyszkoli Cię na podstawie własnej wiedzy, doświadczeń w oparciu o standardy TDI. Chochor jest jednym z najgłębiej nurkujących Polaków, więc wie co robi.
Zapisy i info:
chochor@techdive.pl lub telefoniczne +48503353348 .
Kursy trimixowe są organizowane - w trybie indywidualnym.

Wywiad z Chochorem w Radio PIN

- Blog Chochora -  Życie instruktora

- Blog Golasa - Życie w Ukrainie

Wyjazdy

Rozpoczęliśmy współpracę z CN Nautica w Wawie, gdzie Chochor jest odpowiedzaolny za część związaną z nurkowaniem technicznym.

toplogo

Reklama

Nasz kalendarz

<<  Lipiec 2010  >>
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
     1  2  3  4
  5  6  8  91011
121315161718
192022232425
2627293031 

Wyszukiwarka

Logowanie



We have 17 guests and 0 members online
No users online.
All rights reserved © Copyright www.techdive.pl
Wszelkie prawa do publikowania, prezentowania, innego wykorzystywania materiałów i zdjęć zastrzeżone. W sprawie wykorzystania informacji i zdjęć wymagany jest kontakt - info@techdive.pl
For questions about this website or photos, please email info@techdive.pl